RSS
środa, 30 stycznia 2013

Zarzucono mi, że od piętnastu dni nic nie napisałem i dupa drwala, delikatnie mówiąc, zjełczała. Otóż nieprawda. Może i dupa ze mnie nie drwal, ale ze ściętych dwa wpisy temu drzew przygotowałem opał, a z trocin i szmat wyczerpałem papier, którego książkowy przykład załączam poniżej:

To tyle w temacie drwalowej dupiatości. Skąd mam wiedzieć, że ktoś to czyta, skoro nikomu się nie chce nawet komentarza walnąć w temacie, tylko jak już mu się ckni bo czytać nie ma co to smsem walnie?

Jak już jakiś czas temu wspomniałem, brak dopłat owocuje pewnego rodzaju stagnacją. Niewiele się dzieje, raczej relaksacyjnie, to i pisać nie ma o czym. Pogoda jaka jest każdy widzi. Dlatego też staram się nie opuszczać pomieszczeń zamkniętych i poświęcam się na przykład czytaniu, co mi się na dupie odbija. W przenośni i dosłownie... A jak już się ruszę, to uczę się węgierskiego, na wzór ostatniej szarej komórki rzecz jasna, o, proszę: kablosz motlosz w całej okazałości:

Czyli wielkie przenosiny warsztatu rozpoczęte.

A w chwilach dobroci dla zwierząt, takiej wieśniackiej, biorę się za studiowanie budowy poskromu na przykład, czego przykład iście telewizyjny być może znajdzie się pod tym linkiem:

http://www.youtube.com/watch?v=K_F9QvgKT_o&feature=youtu.be

No bo ludzie zaczynają dzwonić w związku z ogłoszeniem sprzed dwóch bez mała lat, że poskromy produkujemy. Się obudzili, jeszcze nocniki powinienem wprowadzić do oferty.

Kochani Abonenci - jak tylko zdarzy się coś godnego uwagi, dowiecie się o tym niezwłocznie, obiecuję:)

19:57, scibor1
Link Komentarze (10) »

Tytułem wstępu... na TTV jakieś psie adopcje dziś rzuciły mi się w oczy. Ot, program zielonych dla pospólstwa obliczony na wywołanie konkretnych emocji.  Podobnie jak wszelkie inne ukryte prawdy, dlaczego ja i tego typu Anny Marie na wesoło. Pomijając budzące wspomnienia ze schroniskowych czasów fizjonomie wolontariuszek - a co za tym idzie wysyp negatywnych emocji, to urzekło mnie specjalistyczne podejście do problemu. Otóż jakaś kobiecina z małym dzieckiem posiadająca dwa psy zdecydowała się oddać jednego z nich (całkiem ładnego wilczura) do schroniska, ponieważ zaistniał konflikt z samcem alfa zasiedziałym na terenie od dawna. Konflikt zagrażający bezpośrednio dziecku, jeśli znajdzie się między dwoma walczącymi psami. No ale przecież kobiecina nie może wiedzieć czego chce, bo to na pewno jakaś kretynka nie umiejąca się wysłowić, w dodatku jej konkubent (nota bene właściciel wilczura) siedzi we więźniu za wycięcie kilku drzew - co pani prowadzącej Kasi P. (nie pamiętam nazwiska, Psikuta czy jakoś tak...) nie może się w głowie pomieścić. W związku z powyższym pani Kasia P. przeprowadza wizję lokalną, doprowadzając również do konfrontacji obu psów co kończy się spektakularną ewakuacją wszystkich zainteresowanych z areny walki. Zebrawszy specjalistyczny materiał dowodowy, pani Kasia P. wydaje specjalistyczne orzeczenie, oparte na latach doświadczenia i zdobytej specjalistycznej wiedzy, że te dwa psy nie mogą przebywać razem i jednego z nich trzeba oddać. Którego? Jej specjalistyczna wiedza pozwala wytypować wilczura jako kandydata do oddania, motywując to większymi szansami na adopcję. Taaaaaa.... urzekła mnie wasza historia. 

19:34, scibor1
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 stycznia 2013

Na wyrąb mnie ostatnio wzięło. Pojechałem więc do lasu. Patrząc na pochyłą brzozę przypomniałem sobie oglądane niegdyś w tiwi zawody drwali. Jak położyć takie drzewo w stronę przeciwną do nachylenia? Nic trudnego. Trzeba wyciąć klin. Potem podciąć z drugiej strony. Potem spierdalać w podskokach, zapiąć następnie linę i ściągnąć zwaloną brzozę z ogrodzenia sąsiada...

No bo oczywiście padła zgodnie z prawami fizyki wieśniackiej, nie zaś drwalowej.

W drugim rzucie pojechałem do bobrów zobaczyć, czy da się im jakąś uschniętą brzozę podprowadzić. Nie da się. Mróz niewystarczający, lód się pode mną łamie. No to żeby wyjazd nie był na darmo, wyciąłem trzy drzewka w końskim jarze, żeby przetestować widły do balotów:

Jak widać nadadzą się i do drewna.

Urobek przepakowałem i przywiozłem do drugiego domu. Pociąłem prawie wszystko, gdy przyplątał się sąsiad. Dokończyliśmy razem, rozmawiając na tematy ogólnorolnicze, czyli głównie o pieniądzach i gównie. Skończyło się piwem dla sąsiada i sokiem cytrynowym dla mnie. Kurde, jaki ja zdrowy będę...

17:56, scibor1
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 14 stycznia 2013

W sumie to nie dzieje się nic godnego uwagi, więc i specjalnie nie ma o czym pisać. Za to jak przyjdą dopłaty to ho ho, będzie się działo;) Albo i nie... No bo zwykle idą na spłatę długów zaciągniętych żeby przetrwać, a potem zaczyna się zaciąganie kolejnych długów żeby dotrwać do kolejnych dopłat. Życie...

Mamy od jakiegoś czasu mróz. Ma to swoje ujemne strony, jak na przykład temperatura lub zamarznięte w kałuży koła:

oraz tak zwane minusy dodatnie, jak nieustający ogień w kominku czy możliwość wjechania po baloty w szczere pole:

Niewiele więcej jestem w stanie zdziałać ze względu na denne samopoczucie. Ale wszystko dzieje się po coś... Jest na tyle źle, że z własnej przymuszonej woli zmieniłem dietę - w myśl zasady: jeśli coś lubisz lub masz na to ochotę, to tego akurat ci nie wolno, oraz trenuję intensywnie do ewentualnej ceremonii nadania Orderu Uśmiechu...

Myślałem, że twardziel jestem, że co to dla mnie jedna czy druga szklanka soku z cytryny. Wczoraj, przy soku z piętnastu, już było ciężko. Dziś dwadzieścia... Boje się myśleć o jutrzejszych dwudziestu pięciu...

08:53, scibor1
Link Komentarze (8) »
wtorek, 08 stycznia 2013

Skrzacior się pochorował. 

Dobra, ucięło mi kawał wpisu* o pierdolonym szpitalu w Kętrzynie, niech tak będzie. Ważne, że wreszcie udało nam się dostać do jakiegoś pediatry. Nie jest źle. Źle to było ze mną dwa dni temu. Jakieś grypopodobne coś osiadło na narastającym od kilku dni ataku dny i praktycznie całą niedzielę przejęczałem w łóżku. Warto było, bo po 36godzinnym pobycie w łóżku grypopodobne coś poszło sobie gdzieś, pozwalając zaszaleć dnie. Na tyle skutecznie, że nie mogłem nogi do największego buta wsadzić. W ataku desperacji podebrałem wczoraj trochę leków młodej i... obudziłem się dziś praktycznie na chodzie. Przymiarki do buta jeszcze nie było, ale jestem w stanie zaryzykować i zadzwonić do sąsiada czy wykorzystujemy ostatni dzień mrozu i ładujemy baloty, czy mam chorować dalej;)

No bo jak się nie woziło balotów to się woziło inne rzeczy, jak na przykład niedokończony wał łąkowy...

A że na czymś jeździć trzeba, a brak wypłaty nie skłania do korzystania z faktu bycia na wacie i tankowania na stacji w polszcze, z kolei brak cywilnego diesla uniemożliwia tankowanie na stacji w Rosji, to trzeba tankować prywatnie...

O! tu się odnalazł ten kawałek wpisu:)

*"Znaczy się wysypka jakaś ją dopadła. Pierwsza próba dostania się do prywatnego pediatry w Kętrzynie zakończona fiaskiem. Nie, bo sobota. No to do kętrzyńskiego szpitala na całodobowy, ostry dyżur. Przyjechaliśmy przed 16tą, przed nami z dwadzieścia osób, chore dzieci wymieszane z poimprezowymi pijaczkami. I wywieszka na drzwiach: "przerwa od 16 do 17tej". Utwierdziłem się w przekonaniu, że Kętrzyn to taki Żyrardów północy. Po godzinie blisko bezsensownego oczekiwania straciliśmy cierpliwość i pojechaliśmy do "znajomego" pediatry o zasłużonej, beznadziejnej opinii. Lepsze to niż nic albo niż czekanie, aż młoda coś załapie w poczekalni albo jaśnie pan/pani doktor zakończy "przerwę"."

No dobra, czas znaleźć sobie jakieś zajęcie;)

07:26, scibor1
Link Komentarze (1) »
czwartek, 03 stycznia 2013

Zima jaka jest każdy widzi. W związku z tym cielaki koziarniane wróciły na wybieg:

Będzie łatwiej karmić. I może nie zastaną się w ciasnych boksach.

Hit prezentów to klocki Hello Kitty najmłodszej. Młodemu należy się Nobel za inwencję...

Zbudował... paralizator! Radości co niemiara, zwłaszcza przy onomatopei: bzzzzzzzzz, bzzzzzzzzzzzz, bzzzzzzzzzzzzzz...

Czas powrotu. Odwiozłem dzieciaki do domu. Bez komentarza.

Naszło mnie na odwiedziny u rodzinki. Można by rzec: stara bieda, ale koty nowe... Perskie:

i półperscy terroryści:

No bo połączenie pilota z bliskowschodnimi aspiracjami zwykle prowadzi do jakichśtam zamieszek. Ważne, że na pohybel naszym najlepszym, rzekomo, przyjaciołom zza wielkiej wody.

07:26, scibor1
Link Dodaj komentarz »