RSS
czwartek, 30 stycznia 2014

Krowiszon ma się dobrze. Je, pije, wydala. I nadal leży. Co gorsza, jakby mleko jej się skończyło. Z niechęcią, ale nie widząc innego na razie wyjścia, udałem się zatem rano po mleko interwencyjne dla Januarego. Dość szybko zakumał, o co chodzi:

Zapewne dlatego, że zostały spełnione oba prawa karmienia gelaufenów.

Po 24h przypomniał sobie o mnie weterynarz. Bo zapomniał. Przyjechał, dał medykamenty, wziął 130 zł, powiedział, że szanse są marne i pojechał. Czym utwierdził mnie w przekonaniu, że zajebiście jest być weterynarzem. Ale przynajmniej mam wolną rękę w uzdrawianiu krowiszona na własną. Rękę.

W mieżdutajmie przemieniliśmy ambulans na drwalowóz:

Ilością szału nie robi, ale na kilka dni powinno starczyć. Do następnego kursu. Pogoda zniechęca, najfajniej jest w domu przy kaflowym. W ogóle jakoś tak dziwnie ciepło jest, wszędzie powyżej piętnastu...

Dziś ponowna próba postawienia.

05:50, scibor1
Link Komentarze (1) »
wtorek, 28 stycznia 2014

Niemoc krowiszona pognała nas na gospodarkę. Znaczy się wszystkich facetów. Jako,że chwila nam tu zejdzie, trzeba poderwać temperaturę wnętrza z +1,5 do jakiejś bardziej normalnej. Najszybciej zrobi to gazowa nagrzewnica:

W oborze bez niespodzianek - lasia leży razem z młodzieżą. I nie chce wstać...

Na szczęście dysponujemy konowalskim ambulansem, zacnie wyposażonym...

Kilka godzin później, w towarzystwie stękania krowiszona i konstrukcji obory, udało się interwencyjnie gelaufena nakarmić:

Dobre i to. Ale to nie to. Zobaczymy, co jutro przyniesie.

21:25, scibor1
Link Dodaj komentarz »

Weekend początkowośródferyjny (bo zależy dla kogo) odbywał się w stolicy warmińskomazurskiej. I to w chyba najlepszej możliwej lokalizacji:

Najlepszej, bo 5min spacerkiem od KFC...;) Co oczywiście wykorzystaliśmy, ale tylko raz. Bo planowo należało dzieciaki zmęczyć atrakcjami. Czyli na przykład wywieźć je do Teatru Lalek, gdzie zostały powitane smokiem:

Dzieciaki dowiedziały się, jak to było z pingwinami na Arce, a ja dowiedziałem się, co smokowi najbardziej marznie... Nieważne;P

Kolejny dzień to wizyta na zamku, gdzie powitał nas ten co wstrzymał Słońce i wyruchał Ziemię czy jakoś tak...

A pożegnała nas Warmińska Baba, która w rzeczywistości była wojem, więc ani chybi gender jakiś...

Oczywiście to tylko godne wspomnienia atrakcje turystyczne, bo wizytę u rodzinki czy rajd po sklepach lepiej czasem przemilczeć;) Podobnie jak półgodzinne odpalanie Forda leżąc pod nim na siedemnastostopniowym mrozie...

Poranny zmierzch pobytu uwieńczyło polowanie na gołębie:

No i w samo południe powrót do domu.

Co prawda temperatura nie wymaga już takiej hermetyzacji:

ale mimo mniejszego mrozu (-5) silniejszy wiatr pozwolił osiągnąć w opustoszałym domu +2*C. No i krowiszony potraktowały naszą nieobecność jako osobistą zniewagę i pomściły w sposób czworaki. Połowę skutków pomsty usunęliśmy od razu, resztę jedziemy usuwać dzisiaj. Niech dzieciaki zasmakują trochę prawdziwego życia.

07:20, scibor1
Link Komentarze (1) »
piątek, 24 stycznia 2014

Jest zima. Nieomal nuklearna, choć przejrzystości powietrza nic zarzucić nie można. Zapewne spowodowały ją te oto niezidentyfikowane obiekty spadające:

Meteory? Rakiety? Nieważne, ważne, że zimno:)

Na okoliczność ewentualnej ewakuacji związanej z końcem świata zadbałem o to, żeby dziewczynom włosy nie przeszkadzały:

Dobra, końca świata nie widać, ale zimno, to trzeba się poruszać. Jak zwykle jestem przeciwnikiem gier techno, to dostrzegam zalety x-box'a...

Dzieciaki maja frajdę, bo to prawie jak gra na kompie, ja mam frajdę, bo się ruszają i nie ryzykują przeziębienia;)

Ale żeby nie było zbyt sielankowo, wkręciliśmy młodego. Że jedziemy wieczorem do lasu po drewno do kominka. A dla jaj to całą bandą. W drodze zaproponowałem mu, że w sumie może pojedziemy wykopać trochę kardamonu zamiast drewna, na co przystał z ochotą. Bo łatwiej o kardamon niż drewno, a wykopywać go trzeba jak jest mróz, bo inaczej jest miękki i gąbczasty... Dobra, ja nie wiem co to kardamon. Ważne, że tak nazywa się knajpa, w której wylądowaliśmy na urodzinowej pizzy;)

14 lat minęło, gdy na świecie pojawił się Viga Brand;))) Najlepszego:)

07:01, scibor1
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 20 stycznia 2014

Ostatnio po drodze do Kentaki zahaczyliśmy o srokowskie wydanie wośpa. Wewnętrznie ciepło i duszno...

zewnętrznie mokro i dreszcze wywołane nie tylko zimnem, ale i desperacją morsów...

Oprócz tego była loteria, straż pożarna która zawyła i graniczna o której później.

Jako, że zima jaka była każdy widział, postanowiłem zrobić sobie wieczór dobroci dla motocykla. O, choćby i gniazdko ewakuować w inne  miejsce:

Mała rzecz, a dokłada roboty, bo nie mam już usprawiedliwienia, że nie robię handbarów bo gniazdko przeszkadza. Ale to za jakiś czas. Postanowiłem zająć się wywoływaniem śniegu, a nic tak nie przywołuje zimy i mrozu jak zakup jednośladu... 

Powyższy pojazd ma zasilić projekt chodzący mi po głowie od... lat. Ale o tym kiedy indziej. Ważne, że efekt w postaci 20cm śniegu i -10*C nazajutrz osiągnąłem:)

No więc mamy zimę. Podejście drugie. Jeszcze było za miękko na konkretną wyprawę do lasu, więc ciachnąłem na szybko dwa drzewa w Końskim Jarze i przywiozłem do drugiego domu celem zaopatrzenia go w opał. Zacząłem od ostrzenia łańcucha w pile, ale zajechali goście. Znaczy się barciańska SG po cywilu miała praktyki w ramach kółka dramatycznego, znaczy się przyjechali z pytaniem, czy nie miałbym paliwa do sprzedania. Postanowiłem wejść w rolę i stwierdziłem z żalem, że niestety nie mam, bo u mnie to tylko na zamówienie, ale wiem kto ma. Po czym szczegółowo, krok po kroku wytłumaczyłem uważnym słuchaczom jak trafić na stację benzynową w Srokowie. Cóż, obaj panowie dostali by u mnie pały z aktorstwa, no może 1+ na zachętę;) Pogadaliśmy trochę w garażu, bo temat motocyklowy wypłynął, ale w końcu kazałem im się zdecydować, czy chcą być traktowani prywatnie i idziemy na kawę, czy służbowo i poproszę legitymacje i nakaz. Dokonali słusznego wyboru:) Jakąś godzinkę później rozstaliśmy się w dobrych nastrojach. Oni wrócili do kółka dramatycznego...

 ... a ja do drewna:

Trochę już ciemno się zrobiło, siedziałbym nad tym drewnem do nocy, ale akurat najmłodsza przejeżdżała i zatrzymała się żeby pomóc:

Dziewczyny pomogły, poukładały praktycznie wszystko to co było do poukładania i o w miarę normalnej godzinie wróciliśmy do domu.

A potem pojechałem po dzieciaki moje - zabrać je z krainy ciepła (+11) do krainy zimna (-11). Niejako przy okazji zaliczyliśmy sześćdziesiątkępiątkę dziadka Janka. A potem doczołgaliśmy się do domu i oficjalnie możemy uznać ferie za rozpoczęte:)

07:18, scibor1
Link Komentarze (6) »
piątek, 10 stycznia 2014

Ponieważ krowiszony odwdzięczają się za zainteresowanie, a nawet akceptują utworzenie przedszkola "interspecies"...

... zanabyłem kolejny pakiet okopowych:

Tylko trzeba będzie się tych nieekologicznych worków pozbyć, żeby się jakaś kontrola nie doczepiła, bo będzie error. Bo ich to psińco obchodzi, że ja w tych workach ziemniaki paszowe kupiłem, mam worki poazotowe to znaczy że nawożę i koniec. Nawet jeśli nic nie uprawiam, to nawożę. Złośliwie i na pohybel UE oczywiście.

Pojechałem dziś zatankować, z mocnym postanowieniem dokonania nie tyle przemytu, co zakupu nadmiaru alkoholu i oclenia go, o ile któremuś z celników będzie się chciało wypełniać kwity na pół litra. Z tego prawie-przemytu nic nie wyszło, bo pożądanego balsamu nie było:/ Za to samochód poczęstował mnie nowym komunikatem: FUEL COMPUTER DATA ERROR. Jak widać kanadyjski amerykaniec z tajwańską elektroniką nie jest w stanie pojąć realiów polsko-rosyjskiej ekonomii, gdzie do dziewięćdziesięcioipół litrowego zbiornika daje się upchnąć stocztery litry benzyny... Otrząsnął się z szoku dopiero w połowie drogi powrotnej i error został zastąpiony jedynie słuszną pozycją wskaźnika paliwa:D

16:18, scibor1
Link Komentarze (4) »
piątek, 03 stycznia 2014

Posiadanie parownika zobowiązuje. W związku z tym poczułem się zobowiązany do sprawdzenia na tablicy, kto w okolicy ma ziemniaki za normalne pieniądze. Na efekt nie musiałem długo czekać:

Ponad pół tony okopowych pośledniej jakości trafiło w siano do stodoły. Ani chybi krowiszony też poczuły się zobowiązane, żeby zasłużyć na ten skrobiowy dopalacz...

Urodziłam, należy mi się;) Dobra, dobra, urodziłaś, to najpierw proszę po sobie posprzątać...

Wapń zaczął wracać do organizmu, a ja wróciłem do ścielenia i naprawiania wnętrza obory. January z wrodzoną ciekawością dzielnie mi towarzyszył:

Już ciekawość pcha go na ciąg paszowy. Ważne, że próbuje cyckać.

Kurde, kiedy ja to odeśpię...

14:38, scibor1
Link Komentarze (1) »