RSS
niedziela, 26 lutego 2012

Nastał czas emigracji. Zorganizowałem więc koniowóz:

I zapakowaliśmy czwórkę bydląt w podróż ich życia. Załadunek i sama droga poszły bezproblemowo. W sumie rozładunek też... 

Oślica trafiła w racice Wytrzeszcza i Cwaniary:

Zaaklimatyzowała się dość szybko, jedynie przy wiaderku śruty uświadomiono jej miejsce w hierarchii a następnie homoseksualnie przecwelono. Chyba szybko się odnajdzie i zacznie grypsować.

Byśki trafiły do wyznaczonej celi w koziarni:

Obawiałem się, że będzie im ciasno, ale byłem w błędzie. Ciasno to im będzie za dwa miesiące. Wtedy też pójdą na pastwisko.

Pozostało umyć i oddać koniowóz...

...i rozpocząć weekend;)

09:26, scibor1
Link Dodaj komentarz »

Sąsiad naraił mi dwie jałówki. Pojechaliśmy zobaczyć. Wiedziony doświadczeniem stwierdziłem, że dwóch nie wezmę, bo z takich podwójnych zakupów zwykle połowa kończy tragicznie. Jak zobaczyłem obie dziewczyny, utwierdziłem się w tym przekonaniu - czarne małe było tak małe i liche, że szkoda dzikiego zachodu, niech zostanie przy matce. Za to czerwone wcale nie było takie małe. Ale na pewno było głodne, bo zassało mi spodnie na kolanie. Dobrze, że nie wyżej... Wziąłem.

Przywieźliśmy i zapakowałem do boksu z Mamuną i Rosją. Rosję chyba przechrzczę na Kanalia;) Mała ruda pętała się bez celu, dopóki nie prysnąłem jej mlekiem w twarz. Zassała niemal natychmiast:

Rozmach z jakim to uczyniła wzbudził niepokój mlecznej siostry, niezwłocznie więc dołączyła z drugiej strony:

I tak oto ruszyło opróżnianie cycków. Mamuna stała grzecznie dopóki dziewczyny się nie najadły, potem małe rude dostało łomot. Trochę spanikowałem i zabrałem do innego boksu na noc. No ale wczoraj dołożyłem z powrotem, co ma być to będzie. Małe rude miało się nazywać Szkocja, ale skoro Rosja to Kanalia, to Szkocja będzie Wiewiórka. Bo z Wiewiórek przybyła;)

09:10, scibor1
Link Komentarze (2) »
sobota, 25 lutego 2012

19,5 niecenzuralnego wyrażenia temu przestałem przeklinać. Te 19,5 wyrwały mi się w ciągu 4 dni. Dla jaj przestałem też pić. Alkohole rzecz jasna. Mam jeszcze kilka pomysłów. Na wszelki wypadek nie napiszę Wam, gdzie i podczas czego robię ten wpis... ;P

16:24, scibor1
Link Komentarze (2) »
czwartek, 23 lutego 2012

Plan miałem walki o wodę. Jak to z planami bywa... Pojechałem najpierw do sąsiada, obgadać warunki zakupu cielaków. Wstępne negocjacje wypadły pomyślnie, mimo, że ja nie mam pieniędzy a on cielaków. Umówiliśmy się na popołudnie, że zajedzie rzucić okiem, co by go ewentualnie interesowało z mojego stada. Na przykład Mamuna...

Przyjechał M w towarzystwie B i jego syna. Śrutę zrobić. Wpadłem zatem na szatański pomysł wykorzystania ich obecności do przeprowadzenia byków. No bo tak sobie dumam nad lokalizacją mini obozu koncentracyjnego i wypadło na spakowanie wszystkich panów przeznaczonych do eksterminacji do koziarni. Takoż się stało...

Szczegóły akcji chyba wolałbym zapomnieć. O ile Masaj nie sprawiał  większego kłopotu, to Ork dał upust drzemiącym w nim talentom łyżwiarza figurowego na oborniku... Zainteresowanie i zachwyt jakie mu okazaliśmy wykorzystała Mamuna, pozostawiając na gumnie szereg tropów...

Podsumowując: byczki przeniesione, Mamuna schwytana i osadzona, śruta zrobiona, sąsiad zainteresowany. Co z tego wyjdzie, czas pokaże.

08:51, scibor1
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 lutego 2012

Panowie, których sprawę opisałem w poprzednim wpisie (:)) wywiązali się z umowy:

Awantury więc nie będzie, mimo, że mogli wywiązać się lepiej. Ale mam na głowie inne rzeczy niż szarpanie się z drwalami.

Przez weekend miałem do dyspozycji trochę taniej siły roboczej, którą w ramach agroturystyki wykorzystałem do prac zwanych ciężkimi. Byli zachwyceni, jak to miastowi;P  Przy okazji ich odjazdu upewniłem się co do możliwości zapewnienia dzieciakom atrakcji jaką jest jazda pociągiem - takie sześćsetkilometrowe połączenie bezpośrednie jest kuszące...

Ale nadal drogie, droższe od samochodu mimo cen paliw.

Zirytowało mnie nieustanne przepinanie przedłużacza siły między śrutownikiem w stodole a piłą w pubie. Postanowiłem więc przepiąć wtyczkę, żeby wpinać się bezpośrednio w gniazdko od spawarki...

Działa. Tyle że piła kręci się w drugą stronę. Zgłębiłem temat w sieci, podobno wystarczy zamienić miejscami fazy L1 i L2. Dziś spróbuję, może nie wylecę w powietrze. A jeśli nawet, to zwierzaki będą mogły pójść do sklepu i nabyć nowego gospodina. No bo skoro w normalnym spożywczaku można nabyć niemowlęta...

... to pewnie gdzieś jest też sklep z wieśniakami.

Odzyskałem w domu ogrzewanie. Nawet bez porozrywanych rurek od centralnego. Została batalia o wodę. Może nadchodząca odwilż wspomoże.

Idzie Wiosna...

07:47, scibor1
Link Komentarze (2) »
sobota, 18 lutego 2012

Do ciężkiej piiiiiiiiiiiiiii doprowadza mnie ten piiiiiiiiiiiiiiiiiiiii komputer. Cały wpis praktycznie skończony, a piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii nagle rzuca mi dowcipny komunikat "widzę ciemność", zaczyna konfiguracje i wyłącza się. Kiedyś piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii piiiiiiiiiiiiiiiiiiii o ścianę i zacznę pisać bloga w zeszycie.

Piiiiiiiiiiiiiiii, wpisu nie będzie. Same zdjęcia muszą wystarczyć.

 

 

07:17, scibor1
Link Komentarze (4) »
piątek, 17 lutego 2012

Dawno temu na gumnie pojawiła się Mamuna. Małe to było, kilkudniowe, zmieściło się do bagażnika Ładzianki bez składania siedzeń. Rosła powoli, takie chuchro było. No ale jak się patrzy na zwierzaka codziennie, to nie widać, że jest już dorosły.

Mamunie wywaliło wymię. Zaskoczony, acz nie zmieszany, wyprosiłem towarzystwo z obory, zostawiając tylko potencjalną mamę. Wymościłem całe pomieszczenie słomą, święcie przekonany, że mam tydzień czasu. Z tego przekonania wyprowadziły mnie sterczące Mamunie spod ogona nóżki. Dokończyłem zatem kanapkę i wyciągnąłem sterczące spod ogona "coś"...

Zaopatrzyłem mamę i jej potomstwo i żeby nie stać bezczynnie skoczyłem za granicę zatankować. Trochę się przeciągnęło, bo celniczka nie potrafiła pojąć, że zbiornik benzyny może być wewnątrz pojazdu, a zbiornik gazu na zewnątrz. Wysłała więc mnie na kanał, co wydłużyło mi czas całkowity tankowania do siedmiu godzin. Widok po powrocie był optymistyczny. Takoż i dnia następnego:

Dla upamiętnienia pierwszego pobytu na kanale miałem małą krówkę nazwać Kanalia, ale chyba będzie Rosja. Ze względów oczywistych.

Nowy nabytek zmobilizował mnie do zorganizowania paszy mniej absorbującej niż kostki siana. Do przemieszczenia balota sianokiszonki wykorzystałem sprzęt zmechanizowany i tanią siłę roboczą, która zadaniem była zachwycona...

No dobra, potem przywiozłem jeszcze trzy baloty zwykłego siana, które rozparcelowaliśmy Ładzianką i zwierzyniec jest nakarmiony do... nadal.

Wiosna idzie. Krowy zaczynają się cielić...

07:57, scibor1
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 lutego 2012

Jakiś czas temu... albo nie. Początek tej historii, a także środek pomińmy. Bo jeszcze ktoś przeczyta i narobię komuś problemów. Wystarczy, że ja je mam. Zacznijmy więc od tego, że wszedłem w posiadanie skarbonki wyprodukowanej w Bayerische Motoren Werke. Pojazd zmęczony, obiecujący wiele niespodzianek. Ale - i tu muszę uderzyć się w klatkę z piersiami - ostrzegający przed nimi. No bo najpierw bardzo nie chciał do mnie trafić. Potem jeszcze kilka małych ostrzeżeń. O, na przykład wczoraj. Postanowiłem rano odpalić i pojechać oporządzić zwierzyniec. No ale padł akumulator. Zdarza się, podpinam drugi, większy. Też padnięty. No to co - prostownik i boost. W końcu odpaliłem. Coś mało powietrza w tylnym kole. Trzeba dopompować. Idę zamknąć bagażnik, a tu znikąd BUM! Nie bardzo wiem, co się stało. Chwila dezorientacji i dochodzę do wniosku, że dostałem klapą między oczy... Krew mnie zalała, dobrze, że w nocy spadł śnieg, było czym tamować... Jak się już uporałem z sobą i kołem, jadę.

W domu wszystko w porządku, uporałem się szybko, chciałem skoczyć zatankować. Odpaliłem Ładziankę, pochodziła chwilę, zgasła sama z siebie. No co jest? Chwila dywagacji, benzyna się skończyła. Nosz... dobra - skoro nie chcesz jechać, nie jedziemy. To była jedna z najmądrzejszych decyzji dnia wczorajszego. Wsiadam w beemkę, wracamy. Jak zwykle humory po drodze, falowanie obrotów, gaśnięcie na luzie, ale jedzie. Do Łankiejm. Pod wiatrakiem straciła ciąg i umarła. Zanim zdążyłem sformułować myśl zaczynającą się na duże "K" dzwoni telefon. Poprzedni właściciel beemki z super intratną propozycją, ileż to ja dzięki niej będę mógł zarobić... Nie wiedziałem, śmiać się czy płakać. Lepiej działać więc go spuściłem. Bo zima, niedługo ciemno, krajowa droga, szczere pole, wygwizdów i martwy samochód. Dlaczego martwy? Proces diagnostyczny pominę - padła pompa paliwa w baku. Wtryskowa nie ma siły zaciągnąć. W amoku niepotrzebnie wlałem całą dwudziestkę do zbiornika, teraz muszę ściągać...

Zielone borygo poszło w plener, potrzebne bowiem naczynie. Kurde, szkoda, że tylko litrowe, ale jak się nie ma... Mercedesa, to trzeba zacisnąć zęby. Zatankowałem ten litr, ale jakieś śmieci pływają w butelce. Nie puszczę tego wprost na pompę, bo nigdzie się nie ruszę. Ale dziś w motoryzacyjnym jak byłem po wężyki Mordas wcisnął mi uniwersalny filtr paliwa. Widocznie tak miało być. Zatem zbudowałem awaryjny zbiornik paliwa:

Wpiąłem go tuż przed pompą wtryskową i... jedziemy. Krótkimi, bo około półtorakilometrowymi skokami. Byle do Dronki w Korszach, tam kupię zbiornik pięciolitrowy, będę skakał po 7 mil? Oczywiście po każdym skoku trzeba spuszczać paliwo z baku. Przekonałem się, że olej napędowy jest słodki. Może to bio? Nieważne. Doskakałem do Dronki. Wody w siedmiomilowych zbiornikach nie było... Szfak mon... 30km co kilometr to dwudniowa wyprawa, więc dzwonię po sąsiada. Będzie za pół godziny. Robię zakupy, idę się wysikać. To jednak jest długi dzień - wykonuję po drodze efektowną kombinację i obijam się o lód, ku uciesze gawiedzi...

Sąsiad dzwoni, że łatwo nie będzie, bo przycięło mu hamulce i musi wrócić po inny samochód. Spoko, mam słonecznik, jest tylko -2, mogę czekać. Przyjechał, zapięliśmy i rura do domu (taka 20-30km/h)

Jadąc na światłach wykończyłem około 200 amperogodzin w akumulatorach. Za to średnie zużycie paliwa w beemce wyszło 3,7l/100km. Tak, wiem, to żałosne.  Dobija fakt, że rzeczona pompa paliwa była nowa i na gwarancji, ale po przerzuceniu całego domu, garażu i dwóch samochodów pudełka z rachunkiem nie znalazłem... więc z gwarancją będzie jak zawsze. Może i dobrze, nie będę tracił nerwów i czasu na reklamację...

 

Swoją drogą, ciekawe, czy ja kiedyś zmądrzeję?

06:35, scibor1
Link Komentarze (3) »
piątek, 10 lutego 2012

Jednak posiadanie telewizji podnosi ciśnienie. Bo pewne rzeczy docierają do człowieka biernie. Początek roku to afera z refundacją i receptami. Bo Smoleńsk już się wypalił. Rząd po raz kolejny dał rzyci, oberwali zwykli obywatele. Żeby odwrócić uwagę plebsu od problemów zdrowotnych, podnieśmy im ceny paliw. O kurde, też się burzą? No to rzućmy im ACTA na pożarcie, żeby się nie awanturowali. No nie, jakiś nienormalny ten naród, też im źle. Trzeba koniecznie czymś ich zająć, bo narozrabiają na Euro... JEST!!! Walnijmy w uczucia wyższe. Porwanie 6cio miesięcznej dziewczynki odwróci ich uwagę. Super, nakręcili się. Kurde, chyba przegięliśmy, trzeba to uspokoić, niech będzie że to wypadek i dajmy im jakąś twarz. O, Rutkowski będzie dobry. Cholera, no ale przecież nie chodziło o zrobienie mu reklamy... Ale dzieci to dobry temat, podrzućmy jeszcze spalenie noworodka, też na Śląsku, bo o nim za cicho od Gierka...

 

Co/Kto następny?

03:56, scibor1
Link Dodaj komentarz »

Zamarzyło mi się kiedyś mieć siedmioosobowego Mercedesa, oczywiście diesla, żeby móc całą rodzinką pojechać na przykład na wakacje. Ciśnienie miałem na W124 kombi z dodatkową kanapą w bagażniku. Jak to zwykle bywa, marzenia się spełniają, ale nieco zmodyfikowane. Sprinter jest nie dość, że diesel i siedmioosobowy, to jeszcze ma spory bagażnik do którego wózek wchodzi bez łaski i jeszcze jest miejsce... na zakupy.

Zakupy, no właśnie. Nieodłączny element pobytu dzieciaków na feriach, czyli wizyta w Legolandzie:

Biedne te dziewczyny - jedyna możliwość zaszalenia z zabawkami to dzieciństwo. Potem to już tylko dom, gary, dzieci, pranie, sprzątanie, prasowanie, no chyba, że któraś postanowi robić karierę i pójdzie do pracy... A chłopcy? Zabawki przez całe życie, tylko coraz większe;)

Wracając do zakupów - czynność tak męcząca, że po powrocie najlepiej paść na łóżko i odespać...

No bo skoro świt - ostatnio to tak koło 10tej - trzeba iść oporządzić zwierzyniec:

O dziwo, nie trzeba było specjalnie prosić o pomoc. 

 

Niektóre nasze marzenia spełni za nas ktoś inny: http://xtzclub.pl/threads/3823-Akcja-Nordkapp-zim%C4%85...

 

Padła pierwsza linia frontu. W domu zamarzła woda. Paradoksalnie przy ociepleniu do -9. Dopóki jest jednak w oborze, walka nie jest beznadziejna. 

03:42, scibor1
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2