RSS
czwartek, 21 lutego 2013

Sąsiad wyszperał w stodole coś kanapopodobnego;

Zamiast postąpić proeuropejsko i wywieźć na śmieci, oczywiście płacąc za to że może oddać, zawiózł do tapicera. Efekt jak dla mnie, hmmm, zaskakująco dobry: 

Nieładnie. Zamiast zapłacić za utylizację, pojechać do sklepu, dać zarobić biednym Chińczykom i kupić nowy zestaw za kilka tysięcy, dał zarobić jakiemuś Polakowi. Róbcie sobie tak dalej,a wykopią nas z Jewropejskiego Sojuza i będzie normalnie;)

Przy okazji bycia u tapicera wszedłem w posiadanie Tapi i Cerki:

No bo koty majątkowe mi się po wsi rozeszły, został tylko Dżons i domniemywam, że jak nie dostanie dupy do rżnięcia to też sobie pójdzie. Więc zapewniłem mu dwie, w odpowiednim wieku - na oko półroczne. Jeszcze nie wiedzą, co je czeka, spędzają czas na dylematach typu sikorka czy wróbelek:

Jutro pojadą na miejsce kaźni, a może błogostanu. Tymczasem przedpołudnie spędziłem na próbach opanowania palnika gazowego. Konkretnie acetylenowo-tlenowego, z efektami ubocznymi w stylu godnym okolic Czelabińska:

Żeby nie było, że robiłem to dla sportu - dziurawe elementy znalazły zastosowanie jako mocowanie spychacza do śniegu na traktorze sąsiada:

No dobra, dzień jakoś zleciał, a drewno leży i czeka na pocięcie. I poczeka do soboty, bo jutro mam odwieźć dzieciaki, wyjątkowo w tym roku do Warszawki. Ech, zmierzch ferii... zima się chyba kończy...

17:24, scibor1
Link Komentarze (3) »
środa, 20 lutego 2013

Dawno, dawno temu, w odległym Sosnowcu...

Założyłem łyżwy, chwyciłem w garść narciarskie kijki, stanąłem na oblodzonym chodniku i odepchnąłem się. Dół pojechał, góra też, tyle że w dół, głowa zaliczyła bliskie spotkanie czwartego stopnia z betonem więc przed oczami rozbłysły gwiazdy. Łyżwy odpuściłem, zostałem przy gwiazdach.

Czasy obecne...

Obiecałem dziewczynom, że zabiorę je na lodowisko. No to pojechaliśmy. Ludzi niewiele, miejsca dość, niech dzieciaki mają frajdę:)

Żeby jednak młodzieży urozmaicić pobyt na lodowisku, postanowiłem obudzić w sobie duszę hokeisty i powisieć na bandzie. Na łyżwach chodzi się całkiem znośnie, dopóki nie trafi się na lód. Wtedy zaczyna się walka o przetrwanie...

Myślę, że niewielu hokeistów w moim wieku potrafi się poruszać z taką gracją jak ja:



No chyba, że akurat są na etapie rehabilitacji po kąpieli w lawie na Mustafarze. Jako ciekawostkę muszę dodać,że dzięki ponadprzeciętnej sprawności fizycznej i wrodzonym talencie akrobatycznym ani razu nie wyglebiłem. Dlatego Gwiazdy zobaczyłem dopiero po powrocie do domu, choć były w marnym nastroju:/

Jeżeli ktoś zastanawia się nad sensem tytułu, to niech sprawdzi kim był Vader zanim stał się Anakinem, a potem obejrzy sobie to:

http://www.youtube.com/watch?v=JGVOtZjtY-s

05:52, scibor1
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 18 lutego 2013

Sąsiadowi krowa się okrowiła, o czym chciał mnie poinformować w trakcie okrowiania o szóstej rano. Mimo najszczerszej chęci niesienia pomocy i innego piwa, nie usłyszałem telefonu i przybyłem na miejsce po fakcie około ósmej. Na szczęście obeszło się bez mojej interwencji, która jak wiadomo powiązana jest z tępotą noża... Sąsiad zapewne zaniepokojony moją gotowością niesienia pomocy (i piwa, wszak zamrażarka u nas pusta od jakiegoś czasu), zarządził poszukiwanie weterynarza w celu zakupu środków wzmacniających ( i bynajmniej nie chodziło mu o alkohol). Weterynarza nie znaleźliśmy, skończyło się na genialnej poradzie telefonicznej typu szklanka cukru na litr wody, ale znaleźliśmy zarodek schroniska dla zwierzaków:

Jak widać nazwa ma swe odzwierciedlenie w rzeczywistości, bo po ilości lokali widać, że jest to przechowalnia dla psów. Dwóch...

Ponieważ nijak nie mogę się wybrać do lasu, wybraliśmy się do sadu celem przetrzebienia. Pracy wystarczyło dla wszystkich:

Zadziwiające, jak dobrze pali się świeżo ścięta jabłoń. Tylko dużo popiołu z tego zostaje, ale za to kominek nie wymaga nocnych interwencji.

Po pracy należy zapewnić wszystkim należyte atrakcje:

Było fajnie, choć chyba dwie godziny i dwa cykle to za dużo - od połowy drugiej rundy miałem wrażenie, że bawimy się na siłę. Może dlatego, że mi nie szło;P

Należało odzyskać siły - najlepiej w pizzerni jakowejś. Padło na kentakański Kardamon i metr pizzy. A potem - do domu. Weekend ogólnie można uznać za udany:)

06:33, scibor1
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 lutego 2013

Jak już wspomniałem, groźnego spojrzenia nowych oczu Enterprise wystraszył się Oczek - na śmierć:/ 

Ciekawe czy to dlatego, że chciałem go zostawić na rozpłodnika i obiecałem mu u mnie dożywocie? Może wystraszył się też prognozy chędożenia do śmierci? Mniejsza o to, jednego byka mniej. Szkoda.

Zima trzyma, w majątku raczej nie pomieszkamy feriowo, ale odwiedziny jak najbardziej wskazane. I bliższe obcowanie ze zwierzakami. Dobry konik, bo polski;)

I jak co roku Matka Polka gruba straszliwie, co pewnie koło maja przełoży się na kolejnego dobrego koniowatego.

Z braku czasu na wyprawę do lasu wyprawiłem się z młodym do lasu jakieś uschnięte drzewa położyć. Żeby nie tkwić w błędzie związanym z nieprzewidywalnym waleniem się drzew, uwiązaliśmy śliwkę i młody naginał ją z całych sił. Do czasu aż staropolskim "Młoooodyyyyy!!! Spierdaaaalaaaajjjj!!!" kazałem mu się oddalić. Położył się jak śliwka, na szczęście już poza jej zasięgiem;)

Zasłużyliśmy na pożywienie jakieś sensowne, ale że ponoć jakiś post jest, skromnie być miało. Wymyśliłem dla równowagi religijnej podpłomyki. Wzbudziły one ogólny zachwyt:

Czasem proste jest naprawdę dobre;)

07:40, scibor1
Link Komentarze (3) »
wtorek, 12 lutego 2013

Z konieczności dostosowania się do PORD postanowiłem zadbać o asymetryczność moich symetrycznych amerykańskich reflektorów. A przy okazji o polepszenie ich beznadziejnego oświetlania drogi. Najprostszą i jednocześnie najdroższą metodą byłoby zakupienie nowych w wersji europejskiej. Nie znam ceny, ale używane można dostać za 450zł/szt., więc... zadzwoniłem do profesjonalistów zajmujących się przeróbkami takich świateł. Tu już lepiej, "tylko" 350zł/szt... Ale nadal to 1/6 wartości samochodu i nadal poza moim zasięgiem finansowym. Trzeba więc było uruchomić szare komórki i... znaleźć inne rozwiązanie.

Najpierw demontujemy reflektor z samochodu. Banał, wyciągnąć dwie blaszki ustalające i odpiąć dwie wtyczki. Pacjent na stole:

Żeby dobrać się do wnętrza odpinamy 5 blaszanych zapinek:

i odkręcamy dwa wkręty po zewnętrznej:

Następnie siadamy przy kominku i grzejemy, bo do piekarnika się nie zmieścił... Trzeba rozgrzać klej żeby oddzielić plastikowe "szkło" od tylnej części obudowy. Powoli, ostrożnie i cierpliwie, żeby czegoś nie połamać. Jak już oddzielimy, wypinamy odbłyśnik usadowiony na regulatorach i gumie uszczelniającej, co daje nam taki oto widok:

Oczywiście teraz najprościej byłoby wpiąć asymetryczny odbłyśnik, byle nie angielski, złożyć całość i z bańki, no ale jak się nie ma co się lubi, to się montuje kompletny, nowy reflektor z homologacją E20:

Koszt takiego reflektora to 47zł/szt. (z żarówką!). Do montażu wykorzystujemy różne drobiazgi znalezione w garażu i elementy pozostałe z demontażu odbłyśnika. Efekt o tyle fajny, że wpiąłem się w oryginalne regulatory dzięki czemu można będzie bez stresu ustawić światła. Ponieważ zamontowany reflektor koliduje częściowo z wypełnieniem lampy, musimy z czegoś zrezygnować - w tym przypadku z części wypełnienia:

Po upewnieniu się, że wszystkie elementy są na miejscu i odpowiednio przymocowane, zamykamy pacjenta, tym razem do rozgrzania kleju używając suszarki. Po założeni zapinek grzejemy jeszcze dla pewności całą linię łączenia, żeby nie było niespodzianek typu woda w środku. Jeszcze tylko guma uszczelniająca żarówkę ( o dziwo pasowała oryginalna) i pacjent gotów do montażu:

Montaż najlepiej zacząć od rozszyfrowania kabli, które są od mijania a które od drogowych oraz wymianie konektorów na pasujące do H4. Efekt końcowy:

Pozostało jeszcze wstępnie ustawić światła, ale to dopiero wieczorem. Przy okazji trzeba będzie zajechać na SKP żeby ustawili po swojemu. Koszt całej operacji to ok. 120zł i jakieś 3 wieczory. Efekt: świeci lepiej a przede wszystkim zgodnie z przepisami, no i spojrzenie jakieś takie bardziej "agresywne" się zrobiło;)

07:38, scibor1
Link Komentarze (5) »
niedziela, 10 lutego 2013

Jako że czas ferii zimowych nastał, wyprawiłem się po dzieciaki na "koniecpolski". Z przerwami na przykład na obserwacje, jak to wiódł ślepy kulawego...;)

No bo sunia niedowidząca, a pańcia kontuzjowana. Nic to w porównaniu z napływem emocji przy kontakcie z, tfu, wolontariatem schroniskowym. Wróciły wspomnienia sprzed lat dziewięciu, zmilczałem, bo ekspresją wypowiedzi przebiłbym komentarze przy upadku mydełka pod prysznicem czy też pomidorka przy śniadanku...

Dzieciaki zabrałem bez większego problemu, chwila na obiad u dziadków i powrót - w pierwszym rzucie do Wawki...

Miasto jak miasto, weekendowo normalnie, bez śródtygodniowego zgiełku, co pozwoliło na bezstresowe odwiedziny na Powązkach, by Mistrzowi Korewickiemu światełko pamięci ofiarować:

Oj, naszukaliśmy się grobu, ale warto było. Czas w tym miejscu nabiera innego, oceanicznego wręcz wymiaru... Przy okazji dzieciaki mogły się pozachwycać choćby Aleją Zasłużonych...

Potem już jednym ciągiem do majątku na tankowanie i dalej do celu, gdzie zmęczenie dało się odczuć jak u Sandokana po zabiciu kolejnego tygrysa:

Ferie uważam za rozpoczęte:)

A, żeby nie było. W korku komunikacyjnym świętego miasta rzuciła mi się dwukrotnie reklama sklepu z łożyskami. Dwa dni miałem na urozmaicanie młodemu podróży przekonywaniem go, że powinien sobie kupić jakieś łożysko... Młody nie mógł się doczekać końca podróży;P

20:12, scibor1
Link Komentarze (5) »
środa, 06 lutego 2013

Pojechaliśmy z Osadźcą do lasu, z zamiarem wycięcia kilku suchelców i może jakiejś brzozy. Piła od jakiegoś czasu dawała sygnały, że ma dosyć i wybiera się na emeryturę, ale wierzyłem w niezawodność jedynej słusznej marki. Niestety, udało się nam upiłować tylko jednego suchelca, zresztą w pięknym stylu: odpowiednio podcięty, fachowo rzekłbym, wskutek działań naturalnych próbował się zwalić w kierunku przeciwnym do zamierzonego. Ale zdążyliśmy go złapać na linę i przechylić szalę zwycięstwa na naszą stronę. O ile zwycięstwem można nazwać spektakularną ucieczkę przed walącym się drzewem ze złotą myślą: "nie oglądaj się, biegnij!". Piła wytrzymała jeszcze ćwiartowanie z grubsza i... umarła. 

Zgodnie zatem z planem udałem się dziś do serwisu, najpierw ASO, gdzie odrzuciła mnie cena samej pompy oleju do innej piły, że nawet nie pytałem o naprawę mojego cuda. Pojechałem do konkurencji, gdzie po krótkim spojrzeniu w trzewia zawyrokowano zatarcie i usadzono mnie przewidywaną ceną naprawy. Siedząc zamierzam zatem to oto cudo: 

usadzić na allegro z adnotacją, że używana, uszkodzona, zdiagnozowana i... może ktoś się skusi. Bo rzecz do naprawienia jest, ale że zima i pozwolenie na wycinkę i jeszcze kilka rzeczy, to raczej nie będę się z tym szarpał. W związku z tym szarpnąłem się na konkurencję w systemie oczywiście ratalnym:

No bo żeby z czterocyfrowej gotówki wyskoczyć, to mnie chwilowo nie stać. A robić trzeba, najlepiej przed śniegiem, żeby nie przysypało. No to zrobiłem:

Na tydzień starczy. A potem do lasu po następne. Byle tylko zamróz jakiś przyszedł, bo w błocie to ryzyko niewyjechania z tegoż lasu...

22:14, scibor1
Link Komentarze (6) »
sobota, 02 lutego 2013

Jako że ostatnio telefony się rozdzwoniły w sprawie poskromów (oczywiście może to być klientów zapał słomiany i rynku badanie), ciśnienie powstało na warsztatu przeniesienie. Choćby w wersji mini. No to trzeba się za prąd wziąć. Posiłkując się dokumentacją zdjęciową przeniosłem skrzynkę z bezpiecznikami i korzystając z wiedzy listonosza na temat prądów błądzących - no bo ja wiem, że między fazą a zerem roboczym jest 230V, między fazami 400V, ale skąd 150V między fazą a ziemią i 9V między zerem a ziemią to już czarna dla mnie magia - podłączyłem siłę (osobistą, bez honoru) w garażu. 

Może trochę krzywo, ale działa. Upojony sukcesem wywiozłem poniewierające się palne pozostałości po podwyższaniu stropu i zadymiłem wieś:

Bo palność drobnej słomy była dyskusyjna. Następnie wykorzystałem darmową siłę roboczą do przemieszczenia dwóch podstawowych mastodontów warsztatowych...

...i nie omieszkałem jednego testowo napompować, a drugim coś testowo pospawać. Cokolwiek. Bieżnię łożyska ze starym ryglem od jakiejś stodoły na przykład. Oba urządzenia działają, więc można zacząć myśleć o wykonaniu jakiegoś testowego poskromu. Po uprzednim upewnieniu się, że klienci są zainteresowani nadal... Bo jak nie...

07:08, scibor1
Link Komentarze (2) »