RSS
sobota, 28 lutego 2015

Od daaaawna chodziła za mną balociarka. No i się wychodziła; ) Na razie czeka mnie skomunikowanie jej z traktorem, a potem zobaczymy co to cudo potrafi.

19:23, scibor1
Link Komentarze (2) »
czwartek, 26 lutego 2015

Podobno najbardziej opłacalne są kurwiszony. Że niby drobiarze najlepiej prosperują. Wiedziony tą myślą udałem się wczoraj po drób. Kurde, nie spodziewałem się, że to tałatajstwo jest takie drogie. Nie powiem ile zapłaciłem, tym bardziej, że na razie niepozorne toto i dychawicznie pieje...

No cóż, dotychczasowy, zwykły kogut z targu zwanego tu rynkiem dostał rano w czapę i dziś go spożyjemy w potrawce. To miły aspekt bycia drobiarzem. Podobnie jak ten, że do tego niepozornego kogutka za górę złota sprzedający dodał mi gratis taką Białogłowę:

... oraz Łatkę i Bronię:

Tak. Lepiej być drobiarzem i dostawać w gratisie cielne jałówki niż zwykłym bydlakiem. Hodowcą bydła znaczy.

No dobra. Idę działać dalej.

13:26, scibor1
Link Komentarze (3) »
wtorek, 24 lutego 2015

Analiza przyszłości stada krowiszonów popchła (bo zrobiła to stosunkowo szybko) mnie do rozejrzenia się za konkurencją dla obecnego rozpłodnika. Przy wydatnym udziale Sąsiada, z którym dzielę fascynację byczymi dupami, udało mi się zlokalizować skubańca...

 No bo ex-właściciel na pożegnanie wyrwał mu trochę sierści kombinerkami. Czego to się nie robi żeby mieć pewność czystości genetycznej... Znaczy się do badania potrzebne są włosy z cebulkami, a takie rzeczy u byśka to tylko kombinerkami. Niemniej sugestia imienia była dość wyrazista;)

Kilka godzin później i 90km dalej...

 Rozładunek, pomijając esy-floresy wykonane zespołem pojazdów na zabłoconym gumnie, przebiegł nad podziw dobrze. Młodzian dostał na razie cały apartament dla siebie, co chciałem wykorzystać na powitalną sesję zdjęciową. Oczywiście telefon poinformował mnie, że przy tym stanie baterii to lampa błyskowa no abla i zdjęcia są jakie są:

Przyjdzie czas i na to. Teraz są inne rzeczy do zrobienia. Jak na przykład poranny obrządek. Zaczynając oczywiście od byśka imieniem Du. Skubi. Du.

07:51, scibor1
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 lutego 2015

Kawałek za jeziorem Będzim odkryłem ślady wyniszczania lasu przez bobry:

W pierwszej chwili zaśmiałem się: ot bobrowate obaliły flaszkę przy robocie. A potem nadeszła refleksja. Dlaczego bobry wycinają las? Żeby ludzie go nie zaśmiecali...

Zapowiada się intensywny tydzień na gumnie.

07:13, scibor1
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 lutego 2015

Odkrycie dnia dzisiejszego: jestem zbyt zmęczony żeby odpocząć. I chyba zbyt śpiący żeby zasnąć. Ot, taka przypadłość.

Mój dzisiejszy udział w zawodach zamiast na podium zakończył się w... tv;)))

http://olsztyn.tvp.pl/18964297/pozytywnie-zakreceni-na-tle-lucznictwa

Niech i tak będzie;)

23:25, scibor1
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 lutego 2015

Wiosna miewa swoje kaprysy. Jednym z nich jest wyciąganie bałwanowi nosa. Nawet Braveran niewiele pomógł...

Bałwanek stopił się z braku własnego niżu skandynawskiego. Przebłyski Wiosny skłoniły mnie do drobnych zmian pastwiskowych w postaci przerobienia dzielonej budy na openspejs. Włożony tam na zakończenie balot słomy wywołał zrozumiały entuzjazm:

Choć nie do końca rozumiem, dlaczego krowiszony postanowiły znaczną część zeżreć, mając na zewnątrz do dyspozycji sianokiszonkę i siano. A, już wiem. Lepiej byle co w knajpie niż zdrowa żywność w domu. Ot, przypadłość...

Tymczasem lokatorzy obory nieodłącznie kojarzą mi się z pewną książką Dumasa...

 Co prawda nigdy jej nie przeczytałem, ale treść znam dość dobrze dzięki wielu wariacjom filmowym na jej temat.

A tymczasem na gumnie...

Witamy szanowną Panią:)

06:47, scibor1
Link Komentarze (2) »
niedziela, 08 lutego 2015

Pani Zima łaskawa w tym roku. Może z tego to właśnie powodu nie bardzo jest o czym pisać. Oby tak dalej:) 

Na razie porody choć niespodziankowe, to bez strat:

W sumie to jeszcze dwie owce zostały do rozsypania się. I dobrze.

Krowiszony poza bysiowym akcentem jeszcze trzymają młodzież w brzuchach. Też dobrze.

Z rzeczy niespodziewanych pojawił się ostatnio geodeta na życzenie sąsiada...

Bo mu - sąsiadowi - powierzchnia nie grała. W sumie prawie nic mi do tego. A to prawie to jakieś osiem metrów po długości działki, które mi po wizycie rzeczonego geodety przybyło:) Bo tak od zarania dziejów sąsiad orał i orał i mniej więcej o tyle mnie skrócił. Rzecz zaniedbywalnie mała, choć miła;) Inna rzecz, że inny sąsiad temuż sąsiadowi wyciął pługiem dwa hektary i o to cała awantura była.

Znów udało mi się drobny węgiel kupić i zaczynam od góry palić. Znów jest ciepło, bez zadymiania domu i rzut oka do pieca raz dziennie.

Trzeba się nacieszyć tą sielanką, bo nie wiadomo jak długo potrwa...

08:01, scibor1
Link Komentarze (1) »