RSS
sobota, 30 listopada 2013

Ogarnąć się z łódką było trzeba. Bo zima idzie. Droga do stoczni skuta lodem...

Ale jakoś dotarłem nie podzieliwszy losu Titanica. Ba, udało mi się wytargać balię do suchego doku i spuścić z niej wodę:

Teraz można czekać na zimę. Naprawy poszycia dopiero jak się ociepli.

W międzyczasie dane mi było zobaczyć jak kiedyś zabawiano dzieci:

Cudna grzechotka gęsi z gardła wyrwana. Normalnie zarejestrować jako handmade produkt regionalny. Ciekawe, co na to zieloni...

J zdecydował się przemieścić swój Wiejski Sprzęt Kaskaderski w bardziej cywilizowane warunki...

Szkoda, że zwlekał z tym przez 20 lat, bo sprzęt okazał się nie być idiotoodporny:/ Zapakowaliśmy toto na Sprintera...

I już u mnie na gumnie zapragnąłem poczuć jak to jest szybko i komfortowo...

Bziuuuuuummmmm. Na szczęście przedni hamulec wciąż działa:) A od przyszłego roku przewidziana renowacja i przywracanie do świetności. No chyba, że J sceduje prace na mnie, bo ja to tam małego diesla widzę... :D

13:53, scibor1
Link Komentarze (2) »
czwartek, 28 listopada 2013

Wczoraj w przebłysku geniuszu okraszonego nutką ryzykanctwa załadowaliśmy z sąsiadem na Sprintera cztery baloty:

I standardowo dwa na przyczepkę. O worku kuku nie ma co wspominać. I wczoraj już nie chciało mi się walczyć z rozładunkiem, zostawiłem sobie to na dzisiaj.

Trochę się ociągałem z wyjściem z domu, w domu +12, na gumnie +2 więc miałem 10 powodów żeby się nie śpieszyć. Nieustający ryk krowiszonów jednak zmusił mnie do opuszczenia miejscówki przy kaloryferze, żeby im zatkać mordy sianem. Jak się uciszyło to wziąłem się za rozładunek. Niby nic, niby jak zwykle. Pierwszy balot z przyczepki jakoś poszedł. Drugi stawiał opór. No jak ja nie dam rady to nikt nie da rady... Zaparłem się i ... znienacka nadleciała strzyga, "strzygła" mnie zdradziecko od tyłu między łopatki. Raz, drugi... Balot poleciał, a ja po tym "strzygnięciu" nie wiedziałem jak się wykręcić, żeby boleć przestało. Nie miałem nawet siły odciągnąć przyczepki:/ Posiedziałem chwilę pod ścianą na krzesełku młodej, doczołgałem się do domu i walnąłem kilka Ibumów. Odczekałem trochę, jakoś odciągnąłem tą przyczepkę. No ale rozładowanie ręcznie Sprintera w tym stanie jakoś nie miało oznak prawdopodobieństwa. Na szczęście traktor okazał chęć do współpracy, za co obiecałem mu na koniec dnia godzinę dobroci. Rozładowałem te baloty byle jak. Plan udania się do lasu w tym stanie nawet mnie wydał się idiotyczny. Na szczęście miałem przygotowany plan B, czyli wielkie czyszczenie, smarowanie i ropowanie prasy. Nie szarpałem się już ręcznie, do całokształtu prac użyłem dedykowanych maszyn czy też urządzeń. Po kilku godzinach udało mi się uzyskać coś na kształt błysku, co uwieczniłem na zdjęciach, bo cholera wie kiedy znów będzie tak ładnie wyglądała:

A przy okazji dokumentację foto można będzie wykorzystać przy ewentualnej sprzedaży. Bo mi się balociarki chce...

Drugie karmienie zwierzaków przebiegło nieco ciszej. A potem obiecana godzinka dla traktora, poprzedzona dziką radością wywołaną odkryciem w kieszeni napoczętego listka Opokanu... Uprościłem "tymczasowy" (od dwóch lat...) układ paliwowy i przywróciłem do życia pneumatykę. Chciałem jeszcze jeden zawór przeczyścić, ale ciemnawo już było i zostawiłem to sobie na jutro. O ile wstanę z łóżka. A jak wstanę, to może i łódkę ze stawu wreszcie wyciągnę, bo już raz robiła za lodołamacz, a wcale mi się nie uśmiecha nadanie jej pośmiertnie miana Titanic II...

Ale to wszystko jutro. O ile "szczyka" nie wróci...

17:14, scibor1
Link Komentarze (2) »
środa, 20 listopada 2013

Pół kartonu topinamburu (lub topinambura po warszawsku;P) mi zostało. Szkoda, żeby się zmarnowało. Koło domu nie posadzę, bo już mam. Nieco dalej też nie, bo ptaki. Jeszcze dalej też nie, bo koniczyna. Całkiem daleko też nie, bo daleko. A nich tam, znalazłem sobie kawałek łączki z marną trawą, co to w papierach wiatrak tam ma być i zrobiłem poletko doświadczalne:

Taka odkrywka z przykrywką. Zapakowałem w odkryte 3 skiby rzeczony topinambur po czym przykryłem z powrotem owymi skibami a następnie ujeździłem ciągnikiem. Teraz czekam, co na to dziki...

07:35, scibor1
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 18 listopada 2013

Jakoś tak przyplątał się projekt remontu domu. Niby nic, a jednak... I jak grom z jasnej hurtowni pacnęły farby na Sprintera:

Na razie potraktowałem je jak gości - wylądowały w pokoju gościnnym:

Czas pokaże, co z tego wyniknie...

20:20, scibor1
Link Komentarze (3) »
niedziela, 10 listopada 2013

Na długi weekend zawitał do nas Sylwester:

Niby jego pani mówi, że to Rocky, no ale...

Planowe prace zakłócone przez pogodę. Pogoda pewnie zakłócona przez spadającego GOCE. Mamy szanse na efekty czelabińskopodobne dziś ok. 18:30 albo jutro o 7:50. Jak niefartownie trafi, to zamiast Łomży Eksport pozostanie tylko import tego napitku za... astronomiczną cenę;P Trzeba zajrzeć do Kruszyzny, tam będą najpewniejsze i najmniej histeryczne wiadomości...

Tymczasem najświeższe informacje tutaj:

http://www.astronomia24.com/news.php?readmore=341&c_start=10

08:11, scibor1
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 listopada 2013

Szwendając się po gumnie stwierdziłem, że robaków trochę potopię. Może się coś złapie. No i złapało się... monstrum:

W sumie zabawa z siecią okazała się być idiotyzmem. No bo w dwie godziny złapałem na wędkę więcej niż przez dwa dni w drygawicę. Dwa karpie, kilka karasi. Karpie do zamrażalnika, ich resztki i karasie kotom. Generalnie metoda na złapanie takiej ryby jest prosta: zarzucić i mieć w dupie... reszta zrobi się sama;)

18:38, scibor1
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 04 listopada 2013

Po dwóch i pół miesiąca oczekiwania udaliśmy się na kulturalne odchamianie. Żeby było po mojemu, nie mogło być zwyczajnie, do kina czy cuś... 

Cóż, wrażenia były różnorakie. Aś stwierdziła, że to śpiewający plakat, ja uznałem, że bardziej niż chór Aleksandrowa wrażenie robi grupa Baletowa:D No bo sprawność fizyczna która dla sportowych gimnastyków jest celem, dla tych tu tancerzy jest jedynie środkiem do osiągnięcia celu:) Niemniej jednak zgodziliśmy się co do tego, że największym przebojem obok dziadka-perkusisty jest jedyna wokalistka Chóru...

Ot, dziewczę może dziesięcioletnie:) Wrażenie robią też tytuły głównych wykonawców: Narodowy Artysta Rosji... Patrząc i słuchając - serce rośnie. I jednocześnie trochę żalu... politycznego. A miało być tak pięknie...

19:47, scibor1
Link Dodaj komentarz »