RSS
wtorek, 29 grudnia 2015

Rozszczekały się nocą psy. Jak zwykle nie bez powodu. Powodem była Mleksia:

Jak na razie ma się dobrze. A co dalej czas pokaże.

17:25, scibor1
Link Komentarze (2) »
niedziela, 27 grudnia 2015

Miałem zrobić wpis, ale szczerze mówiąc taka mnie niechęć ogarnęła, że nie zrobię. Walnę kawę i pójdę zobaczyć czy mnie na gumnie nie ma.

07:49, scibor1
Link Komentarze (1) »
sobota, 19 grudnia 2015

Dwa filmy mi się ostatnio przydarzyły. Poruszające. Potraktuję je chronologicznie.

Ex Machina.

No i mamy sztuczną inteligencję zapakowaną do robota o wyglądzie kobiety. I wszystko ładnie pięknie, dopóki... no właśnie. Daleki ten film jest od wzruszającego A.I. Bo tam sztuczna inteligencja kocha. Do Terminatorów też mu daleko - bo tam Skynet nienawidzi. Jednym słowem do tej pory próbowano sztucznej inteligencji przypisać ludzkie uczucia. Tutaj mamy trzecią opcję. Sztuczna inteligencja jest obojętna. Nie ma uczuć, emocji (choć je okazuje), jest tylko skoncentrowana na osiągnięciu własnego celu. W sposób psychopatyczno-socjopacki. Gdybym doktora House'a nie oglądał to bym nie wiedział;p. Krótko mówiąc AVA wykorzystuje nowego faceta żeby uwolnić się od starego, używając do tego typowo kobiecych sztuczek. Ba, używa do tego również innej sztucznej inteligencji. A potem porzuca tego nowego (i to jak!) żeby realizować własne cele. Pięknie, po prostu pięknie. O ile do tej pory tkwiłem w przekonaniu, że gdy powstanie wreszcie jakaś SI to będzie ona dysponowała jakimikolwiek uczuciami na podobieństwo ludzkich, to ten film uświadomił mi, że błądziłem. O wiele bardziej prawdopodobne jest, że uczuć ona mieć nie będzie (choć może je okazywać). Swoją drogą w filmie pokazano kilka egzemplarzy SI posiadających uczucia - zostały uznane za nieudane i zlikwidowane. I tyle.

 

Przebudzenie Mocy.

Najchętniej to bym nic nie powiedział. Mam poczucie straty i niedowierzania. I to bynajmniej nie z powodu dźgniecia Hana Solo Husqvarną czy innym Stihlem, ale z powodu sprzeczności treści zawartych w tej części z treścią książkowego uniwersum Star Wars. Ujmując najprościej: dla "filmowców", którzy tylko oglądali filmy, ta część jest do przyjęcia. Abstrapenisując od mizernej treści (no ja pierdolę, ponad dwie godziny zapierdzielać po galaktyce żeby znaleźć Luke'a, który ma na wszystko wyjebane?), kalkowania wręcz epizodów z IV V i VI, czy ogólnego obniżenia poziomu w stosunku do I II i III, to ok, można obejrzeć. I nawet może się podobać.

Ale dla kogoś, kto wlazł w świat książek, akcja Przebudzenia rozgrywa się chyba w świecie równoległym, w rzeczywistości alternatywnej. I to jest chyba jedyne możliwe do zaakceptowania wyjaśnienie, żeby te dwa światy pogodzić. Mam nadzieję, że Autorzy książkowego świata Gwiezdnych Wojen, którym Abrams z Kasdanem po prostu napluli w twarz tym filmem, nie popełnią zbiorowego samobójstwa. Bo ja wczoraj normalnie miałem uczucie, że oto skończyło się moje życie w Uniwersum Star Wars.

07:59, scibor1
Link Komentarze (1) »
sobota, 12 grudnia 2015

Poniosło mnie wczoraj do kraju ościennego, tanim paliwem i alkoholem płynącego, w oparach równie taniego tytoniu i zalatującego tanią, acz dobrą rybą.

Wrażenia po dwóch latach nieobecności? Niewiele się zmieniło. Na wjeździe, praktycznie na miejscu niegdysiejszych "krzaków", pojawiła się regularna stacja benzynowa. Za niegdysiejszą trzecią, a obecnie czwartą, pojawił się sklepik z rybami (świeżymi, mrożonymi, puszkowanymi). Nie wiem jak się to ma do polskich cen, ale np kilogram świeżego, filetowanego sandacza wychodzi po 24zł i jest to pozycja najdroższa. Halibut mrożony po 14, hoka (nie wiem czy ma to polski odpowiednik w nazwie) po 18.

Benzyna na czwartej, płacona kartą, wyszła 2,06zł/litr. Jeszcze muszę przemierzyć prawdomówność dystrybutora, bo mam dziwne wrażenie, że kantuje. W kanistrze mam dokładnie 10 litrów, przepuszczę przez wyskalowany sprzęt laboratoryjny i wszystko się wyjaśni.

Ceny chałwy na czwartej i balsamu na bezcłowym bez zmian. Z racji kursu wróbla wzjatka na celni wzrosła ze 100 na 150. Co i tak wychodzi taniej niż dwa lata temu.

Policja zaczyna łapać już przed obecną drugą stacją, na szczęście mieli już jakichś nieszczęśników.

Ogólnie wrażenia spokojne, choć trochę trwało. Wyprawa w sumie jakieś 5 godzin.

 

Natomiast nie zmieniło się podejście "zawodowych" przemytników. W rozmowach słychać tradycyjne polskie narzekania na ruskich: że chuje, że skurwysyny, że tu drogo, że tam sprawdzają, że ta kurwa w mundurze to, że tamta suka co innego, że najlepiej zajebać kacapów pierdolonych. Że trzeba ich wszystkich do pierdla. A najlepiej, żeby wyzdychali. Oczywiście są też rozmowy o polskich celnikach. Że tam nie jedź bo ten skurwiel sprawdza. Że ta zdzira ostatnio komuś dojebała za pakiet. Że gnoje kogoś na kanał wzięli i nie dość, że zabrali, to jeszcze dosrali. Że w ogóle do dupy i normalnie wozić się nie da. Nie zmienił się również brak specjalnych pretensji do wopków - komentarzy na ich temat brak. Natomiast jest o czym pogadać w kwestiach systemowych: A Kaczor to, a Swetru tamto, Duduś to w ogóle a Pawłowska to ho ho.

Polacy to jednak twardy naród. Mimo tak niesprzyjających warunków w handlu zagranicznym, dzielnie walczą o swoje, upychając dodatkowe dobra w butach czy butelkach po oleju, co pozwala im dorobić kolejną stówkę na kursie. I jeżdżą do tego znienawidzonego kraju, zamieszkałego przez znienawidzony naród, wyładowując swoje frustracje na szczęście tylko słownie. 

Rosja zdaje się być dla Polaków ziemią obiecaną jak z dowcipu: jest co zjeść, jest co wypić, jest kogo poruchać i jest komu dać w mordę. Na szczęście to wszystko w typowo polskim, gawędziarskim stylu;)

08:02, scibor1
Link Komentarze (4) »