RSS
wtorek, 31 marca 2015

Niepokoił mnie powiększający się od trzech dni obrzęk brzucha u Cosi. Wymienia nabrała ponad tydzień temu, tak, że przedporodowe wizyty odbywały się kilka razy dziennie. Ale takiego okołoporodowego obrzęku jeszcze nie widziałem, więc, podejrzewając jakieś komplikacje płodowe, pogadałem z weterynarzem. Ustaliliśmy wizytę na dzisiaj. 

Ale... chyba nie będzie konieczna:)

O świcie stwierdziłem na gumnie obecność Bajki;) No i dobrze. Bo jakby był chłopak, to by się nazywał Obrzęk;P

09:14, scibor1
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 marca 2015

Wyczekawszy przerwę w deszczu i nie czekając na przerwę w wietrze strzelaliśmy wczoraj korespondenta:

Wynik daleki od oczekiwanego, ale nie oczekiwałem zmiany regulaminowych tarcz 80cm na regulaminowe 60cm. Nie mniej jednak zanim popadnę w rozpacz z powodu swej nieudolności, zaczekam na oficjalny ranking;)

Nie czekałem natomiast z wiosennym wznowieniem treningów Gaździny:

Młoda jeszcze jest, to i naciągnąć porządnie nie ma siły i pewnie dlatego te strzały tak wolno latają, że aparat Lilki nadążył...;) No chyba, że to strzała zalewitowała na chwilę pozując do zdjęcia;)

No i jak się macie po zmianie czasu?;)

06:35, scibor1
Link Komentarze (2) »
środa, 25 marca 2015

Koniczyna mi w trzecim roku mocno wypadła. Dosiać trzeba. Musowo takie ekologiczne Trifolium z certyfikatem. Ale najpierw przygotowanie gruntu. I czekanie na kuriera z towarem. Co by tu... a wiem. Staw wyczyszczony na pastwisku, trzeba żeby coś tam sikało. Na przykład 48 roninów:

A niech turyści mają radochę. Miał facet też suma chyba metrowego, ale nie skusiłem się. Bałem się bydlaka. Przy takim monstrum to i żadne świeże zielsko na brzegu by się nie uchowało, a tak o, kwitnie:

Dojechała ta koniczyna. Żeby było przaśnie i ekologicznie, wsiałem ją ręcznie. Tylko nogi od tego łażenia bolą. Ale warto było choćby i dla takiego widoku:

No, to o te dwie białe plamki na środku rozlewiska chodzi. Łabądki znaczy. Przyleciały i może się znów zagnieżdżą.

Wsiane, to trzeba przywałować. Przed wałem wygląda to tak:

A za wałem tak:

Na zdjęciach może i za dobrze nie widać, natomiast na żywo efekt jest... bardzo ładny. Teraz czekam na deszcz. Pewnie lunie tak konkretnie w niedzielę, bo pierwszego korespondenta strzelamy...

20:02, scibor1
Link Komentarze (1) »
niedziela, 22 marca 2015

Fajny kubek na urodziny dostałem:

Co prawda na razie nie szukam żony, ale staram się przygotować na taką ewentualność;P

No co? W końcu jestem rolnikiem:)

13:32, scibor1
Link Dodaj komentarz »

Nastał czas równonocy. Okraszonej wspomnianym wcześniej zaćmieniem, jakby Swaróg przełożył tarczę do drugiej ręki. Uczciliśmy to po słowiańsku, pisankami:

A na drugi dzień dopełniliśmy zwyczajowego obrządku. Marzanna odnalazła się w stodole...

Czas pozbyć się tego co stare i pozbawione życia...

Ale najpierw trzeba zachować to co ukryła w łonie, żywe i młode:

W obchodach wzięli udział głównie zaproszeni na moje .45 krystowiercy, ale niesnasek na tle religijnym nie było;) Przy takiej ilości spożywanego alkoholu nie ma co tracić czasu na dysputy o wierze czy polityce, lepiej miło spędzać czas;)

13:27, scibor1
Link Dodaj komentarz »

Kilka wydarzeń praktycznie w jednym czasie się zgromadziło. Zorza widoczna z Polski, przesilenie wiosenne, zaćmienie...

 Taaaa, wszyscy jesteśmy spawaczami;) Mimo najszczerszych chęci na zdjęciach nie udało mi się uwiecznić tego zjawiska, wyglądało, hmmm, no właśnie tak:

 Ale na żywca widać było więcej. Albo mniej - Słońca. Na pewno zrobiło się trochę ciemniej i zimniej. Co prawda grozą nie powiało, ale jedna owieczka zakończyła żywot tego dnia. Tak, że ofiara spełniła się samoistnie.

13:15, scibor1
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 marca 2015

Niewiele się dzieje. To znaczy dzieje się sporo, ale takich zwykłych gumnianych rzeczy, o których nie ma co się rozpisywać. Jakieś walki polowe, jakieś wożenie balotów i takie tam. Z ciekawostek to może tylko to, że sprawdzamy czy brzozę da się już doić:

Na razie jeszcze nie bardzo, ale lada dzień powinna ruszyć.

Z ciekawostek to dzisiaj nie dość że Jare, to i zaćmienie w planie;)

06:20, scibor1
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 marca 2015

Niby wichury nie było, a drzewo powalone...

Ani chybi jakieś nadprzyrodzone rzeczy nadchodzą. Jak na przykład Nosferatu Szarolez:

 Trzeba zebrać siły na konfrontację z tymi niesamowitościami. Kiedyś to osinowe kołki się strugało, a teraz to siłownikiem w te dziwadła...

 Zaiste potwora stworzyłem, choć nie bez pewnych trudności. O ile kilka...naście wyciekniętych litrów oleju można nazwać trudnościami. Nasączona tymże czarnym mineralnym ziemia wydaliła takie oto dziwo:

 Istny Diobeu. Ani chybi wypełzł z tej oto czeluści:

 Trzeba się temu przyjrzeć z bliska, bo jeszcze zechcą te dziwadła władzę na gumnie przejąć. O, takiego wała, jak droga cała...

No. A tera do łóżka i książeczka:) Niekoniecznie MM, ale też w temacie;)

21:10, scibor1
Link Komentarze (3) »
czwartek, 12 marca 2015

Jako się rzekło, zakrzyknąłem wczoraj o świcie "Ahoj Przygodo!", ona odpowiedziała zmęczonym "a hooj ci w..." i schowała mi rękawiczkę. Pojechałem w jednej. Pierwszy odcinek dłużył się najbardziej, ale wreszcie dotarłem do Drwęcy:

Jeszcze kawałek takiej niewyględnej drogi, skrót koło wieży i wyjechałem w Babiaku:

To był najgorszy odcinek jeśli o nawierzchnię chodzi. Bo jej stan sugeruje rozwinięcie prędkości ponad dotychczasowe 17km/h, co budzi protest ze strony opon, stworzonych do nawierzchni miękkich. Na szczęście ten odcinek, jak to w Polsce, był krótki. Potem było normalnie:

 Niespełna półtorej godziny później dotarłem do celu podanego mi jak na talerzu:

Załatwiwszy formalności pozostało już tylko... wrócić:) Droga powrotna upłynęła nieco szybciej, bo wiedziałem już gdzie mogę przycisnąć. Cała wyprawa trwała 3 godziny i jak do tej pory był to największy dystans pokonany jednorazowo przeze mnie ciągnikiem. Czyli jakieś 40km. 

Talerzówka już została wypróbowana - jako talerzówka sprawdza się super. Następnie została przerobiona tymczasowo na aerator i też działa. Teraz można brać się za aerowanie areału...

07:21, scibor1
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 marca 2015

Podczas ostatniego wożenia balotów Sprinter stwierdził, że ma dość i idzie na zwolnienie...

Zwolnienie zwolnieniem, a leczyć się trzeba. Pojechałem zatem do Listonosza celem przeprowadzenia operacji. Na miejscu odpreparowaliśmy oderwany amortyzator przy użycia jedynych słusznych (czyli rosyjskich) narzędzi z melem na czele (nie mylić z Gibsonem), po czym Listonosz pospawał uszkodzone mocowanie. Z wrodzonym kunsztem wykończył też robotę...

 Czyż nie zasługuje on na miano złotej rączki?;)

Irytacja wjazdem na gumno sięgnęła dna. Pogłębiłem zatem to dno zamówioną koparką...

... i ubytki wypełniłem trzydziestoma tonami pospółki:

 Jest... inaczej. Mud Max odszedł do lamusa, co nie zmienia faktu, że mam motywację do dokończenia wału celem wałowania rzeczonego wjazdu. Albo walcowania. Taaaa...

Wraz w kończeniem się ziemniaków skomunikowałem wreszcie Ducha z Maszyną do szatkowania okopowych:

 To nic, że prawie dwie tony przemieliłem ręcznie, ważne, że ostatnie dwieście kilo machnę jednym naciśnięciem guzika. No może kilkoma...

W ramach nagrody za inicjatywę gospodarczą Pani Wiosna wynagrodziła mnie kwiatami:

Czuję się doceniony. Na tyle, że wybieram się zaraz po talerzówkę. Traktorem. W świat, znaczy się jakieś 20 kilometrów w jedną stronę. Jak jakiś Road Wariot. Witaj Przygodo.

07:06, scibor1
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2