RSS
piątek, 29 czerwca 2012

Skosiłem brzeg Jeziora Będziego. Zapakowaliśmy pierwszą furmankę towaru i daliśmy byśkom. W ramach produkcji słupków na ogrodzenie rzeczonego brzegu wyciąłem trochę wierzby. Akcja ta spowodowała natychmiastowe pojawienie się wierzbojadów:

Jakby Byśka zlitowała się i urodziła, to całe towarzystwo poszłoby do czajek, a tak to czekamy i z żarciem jest jak jest.

Przerzuciłem Topole. Gnój tam jest, ale z pogodą i czasem nie wygram. Czekam więc.

Pobrzeże Będzie aż prosiło się o słupki. No pojechaliśmy i powbijaliśmy. Jakby mi się chciało, to może bym dzisiaj skończył...

Taka mała dygresja. Bóbr jaki jest każdy wie. Ot taki wielki brunatny szczur z plaskatym ogonem. Z zębami wielkimi coby drzewa ścinać. Płochliwy, stroni od hałasu i cywilizacji, imprezuje w nocy, w dzień odsypia. Zdarzają się jednak wyjątki...

Wbijam ostatni słupek. Coś zaszeleściło, przedziera się przez trzcinę. Zatrzymało się, znów dwa kroki i bujnięcie roślin. Wyszedłem na drogę, żeby zobaczyć kto zacz. No i ...

I wieczorem będzie się chwalił na żeremiach: "Widzieliśta ten kilwater? To ja spierdalałem...". 

Zwrot przez bucik:

 

... plusk i nie ma. Tylko trzy zdjęcia zdążyłem cyknąć, pewnie na kacu był po upojnej nocy, zapił, zaspał i do domu dopiero w południe ruszył...

A bystre oczy rozbójnika niestrudzenie patrolują teren...

No chyba że to on podkablował bobrom, że ktoś im na terenie w drzewach rzeźbi i wysłały zwiadowcę. Kto wie...

15:00, scibor1
Link Komentarze (1) »
czwartek, 28 czerwca 2012

Jakoś tak wypadło ostatnio na ładziankę. Dziś też pojechałem zatankować, bo pogoda się poprawia a są topole do przerzucenia. Jakoś sobie wszyscy o mnie przypomnieli - i rosyjski pogranicznik zagadał, celnik dał trzydziestodniówkę, jakiś owners białej Nivy w rosyjskim lesie odmachał. Ła, celniczka polska wykazała uprzejme zdziwienie małością paliwa w zbiorniku i pogadała życzliwie, w przeciwieństwie do swoich koleżanek po fachu, z którymi dotychczas miałem do czynienia. Bo celnicy-faceci są spoko. Jak tylko minąłem ostatni szlaban i znalazłem się w RP, doścignął mnie radiowóz policyjny i niebieskim kogutem zaprosił do towarzystwa. Jak już zjechaliśmy na ustronne pobocze to towarzyszący policjantowi żandarm przez dobre pół godziny dopytywał się o wady i zalety Nivy, bo dopiero co takową zakupił i był żądny wiedzy. Poradziłem, poinstruowałem i rozjechaliśmy się w zgodzie.

W efekcie dzisiejsze koszenie przy Jeziorze Będzim przełożyłem na jutro rano. Cokolwiek to jest to "rano"...

23:06, scibor1
Link Komentarze (1) »

Na genialny pomysł wpadłem, żeby kozoidalne wysłać na wakacje na Paprocin. No bo skoro skoszone i zostało trochę zieleniny, to niech mi nie wyżerają na gumnie. Po krótkiej potyczce z załadunkiem pojechałem z czeredą na rzeczony Paprocin. Jednakoż widok jaki tam zastałem skłonił mnie do nierozładowywania zwierzyńca...

 

Zmieszany acz niewstrząśnięty zawróciłem i kozy na wakacje wysłałem do bobrów w Końskim Jarze. Problem zgłosiłem pierwszej z brzegu SG która się nawinęła i uzyskałem informację zwrotną, że to ani chybi robota wilka. Bliskość lasu i obecność jeleni zdaje się potwierdzać tą tezę. Obrażenia moim zdaniem nie, ale ja się nie znam. Dlatego trzeba przesmarować giwerę...

22:51, scibor1
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 czerwca 2012

Problem z dodawaniem zdjęć rozwiązany. Blox zaczął ssać polskie znaki diakrytyczne i nie wiedział co ssie. Teraz muszę przerabiać każde zdjęcie na zdjecie.

Zakończyłem zbieranie Paprocina - jak zwykle spektakularnie:

Ponieważ w ostatnie 30 kostek wlało, to trzeba je było w miarę szybko utylizować...

Byki wolały ładziankę niż świeże, mokre siano z koniczyny...

Zrobiła się senna atmosfera... 

 ...z której skutecznie wybudziła nas Bysia. Po prostu krowiszonowi tłucze i dzieli się tym tłuczeniem ze wszystkimi. Żeby ułatwić jej powrót ze wsi, gdyby tam zapiła czy coś, wyposażyłem ją w numer ICE:

No a potem była kontrola. Wcześniej niż zwykle, w późniejszych godzinach niż zwykle, dokładniej niż zwykle, ale wybrnąłem bez zastrzeżeń. Jak rzadko;)

Nastał więc czas przenosin gelaufenów na letnie pastwisko. Zapakowałem więc towarzystwo na Mercedesa:

I przywiozłem do majątku. Rozładunek to takie małe lokalne Euro, któremu kibolowały króliki:

Trójka gelaufenów utkwiła na razie w boksie

 a pozostała czwórka po nagrodzeniu cukierkami

poszła zawierać nowe znajomości:

Tymczasem odkryłem nową tamę spustową na Jeziorze Będzim:

Ła też były, parka z szóstką brzydkich kaczątek:

W międzyczasie sypnęła się beemka - z przeładowania i kawaleryjskiej jazdy po autostradzie janikowskiej sypnęło się zawieszenie. Ponieważ pogoda nie sprzyja naprawom podwórkowym, na razie fura robi za klomb dla zboża:

Niebawem niusów ciąg dalszy.

16:33, scibor1
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 czerwca 2012

Coś się sp...suło i nie mogę dodawać zdjęć, więc dopóki blox się nie ogarnie wpisy będą albo tylko tekstowe albo wstrzymane. Za utrudnienia szanownych Abonentów przepraszam;)

08:25, scibor1
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 czerwca 2012

Pierwsza przyczepa siana za nami:

Mokrego, bo pogoda była taka jak chciałem. Tyle, że chciałem w maju, żeby koniczynę podlało. Teraz chciałem, żeby było sucho, to pewnie będzie. Zaraz po sianokosach. Ale czemu ja się dziwię...

Kupiłem zatem u cygana worek soli, 50kg bo mniejszych nie mieli. Pewnie starczy na dwa lata. No i posoliłem...

Dziś jest ładnie i sucho, może uda się zrobić resztę Paprocina. A może nie... Za 12 godzin będę wiedział więcej;)

06:18, scibor1
Link Komentarze (4) »
wtorek, 12 czerwca 2012

No i się zaczęło. Koszenie:

Objechałem Paprocin, zajechałem i do listonosza, bo ma zbywający hektar. Spodziewałem się, że w coś przywalę, jak co roku zresztą, ale to było co najmniej dziwne... Noże się zeszły i zaczęły walić o siebie. Zdjąłem więc osłonę...

... i zajrzałem do środka:

I nic. Wszystko wygląda na całe. Zapewne więc ogólne zużycie mechanizmu no i przeskoczyło na trybach. Przestawiłem z powrotem i stuningowaną kosiarką dokończyłem dzieła:

Potem nastał czas ładzianki...

Z przerwą na studzenie, bo zapomniałem włączyć ogrzewanie. Pozostaje mi czekać na dzisiejsze popołudnie i spróbować skostkować. Zeby było ciekawiej gmina akurat teraz zapragnęła łatać drogę na Paprocin i co chwilę wysypują tam przyczepę piasku, więc jeździ się tak sobie. Nic to, damy radę...

12:09, scibor1
Link Komentarze (3) »
niedziela, 10 czerwca 2012

Natchnęło mnie na sprawdzenie zawartości worka pozostałego po zeszłorocznych turystach. No i tchnąłem nieco powietrza w kawał gumy, w efekcie czego można się teraz całkiem sprawnie przemieszczać po stawie:

Trzeba gdzieś cumować, a pomost został rozwalony w zeszłym roku przez smoka... Nie ma co, trzeba działać. Najlepiej od razu i pod wpływem impulsu. I tak też znalazłem się w stawie... 

W sumie to tylko kapelusz pozostał suchy. Bo jak już tam bylem, to przy okazji mogłem sprawdzić, czy da się pływać w butach i spodniach. Da się. Podobnie, jak przycumować:

 Jeszcze tylko kilka desek na boki,odboje ze starych opon i przy-stań jak się patrzy;)

22:29, scibor1
Link Komentarze (2) »

Młodą do beemki wsadziłem, żeby na chwilę mieć wolne ręce. Szybko musiałem interweniować, bo mogłem stracić pasy przez pożarcie...

 Przerzuciłem dziecię do wózka i dałem jabłko, żeby mi z głodu nie osłabło...

Ale spoko, młoda damo, mięso już niedługo urośnie:

Króliki:koty 14:0...:/ Gdzieś kociaki poginęły, może króliki je zeżarły i część się zadławiła. Może tak jest lepiej...

22:21, scibor1
Link Dodaj komentarz »

Pojechałem w poniedziałek zatankować. Celowałem tuż po zmianie, żeby nie stać bez sensu. Byłem na granicy o 20:15. I stałem do 21szej, zanim pogranicznicy zaczęli puszczać samochody. Przy czym "puszczać" to mocno powiedziane. Bo co chwilę jakiś passat wylatywał za brak jakiegoś światła, klaksonu czy innej gaśnicy. Ani chybi strajk jakiś włoski a ten początkowy przestój to na proceduralne logowanie do systemu chyba. Niby wszystko zgodnie z zasadami, ale takie... inne i przez to irytujące. Bo ja to sobie nie mogę pozwolić ani na strajk, ani na dokładne trzymanie się procedur, bo koniowi nie wytłumaczę... No nieważne. Jakoś poszło.

W środę pojechałem zatankować ponownie, no bo sianokosy za pasem i ładzianka idzie w pole. Tym razem z rana, bo druga zmiana mi wypadła a po drodze jedynie rzucić okiem na owce w L. Tym razem poszło błyskawicznie, pewnie dlatego że dzień wcześniej siedziałem nad ładzianką żeby odzyskać spaloną pozycję. Jak wracałem to strażniczka wróciła do zadawnionego pytania, czy ja tą ciężarówką zawsze jeżdżę na osobowe, uciąłem że tak, bo nie chce mi się już wdawać w polemikę na ten temat. No i zajeżdżam pod celników, przede mną jeden samochód, więc czekam. Stoi sobie nieopodal dwóch panów, jeden na zielono drugi na biało, czyli strażnik i celnik, ani chybi szychy jakieś. Tyle że dziwnie mi się przyglądają, zadowoleni że nie wiem co. W końcu ten w białym sobie poszedł a ten w zielonym - do mnie. Przywitał się, tradycyjnie zapytał jak się jeździ Nivą, ja tradycyjnie odpowiedziałem. A potem zapytał, czy to ja pisze bloga... Przez dłuższą chwilę wydobywałem z siebie mniej lub bardziej nieartykułowane dźwięki, dawno mi tak mowy nie odjęło, jednocześnie mózg pracowal jak u mentata - a wszystko kręciło się wokół tego cóż takiego palnąłem na blogu za co mnie zaraz zamkną... Pan się pośmiał, uspokoił mnie, pogadaliśmy dobra chwile i pewnie gadalibyśmy dalej, ale już kilka samochodów za mną zaczynało tworzyć korek. Pożegnaliśmy się i zajechałem na celnię. Miny czekających na mnie celników - bezcenne. Poszło szybko i sprawnie...

Listonosz do mnie zajechał w sobotę. Może byśmy pojechali zatankować. Weekend, to mogę jechać beemką. No to pojechaliśmy. Jakoś nie zdążyłem przygotować waluty, więc naciągnął mnie na krzaki. W krzaki jedzie się tak: mijasz przejście i tuż za ostatnia budka rosyjskich pograniczników skręcasz w lewo, jedziesz jakieś 200 metrów rozjeżdżona gruntówką wzdłuż płotu granicznego i wjeżdżasz w krzaki.  Stoi tam kilka baraków zawierających w sobie dystrybutory pamiętające czasy Iosifa Wissarionowicza,jest tez taki jeden luzem:

Zdejmuje się pistolet, wkłada do baku, klika wyłącznikiem jakim zwykle włączamy w domach światło i tankujemy. Po tankowaniu przychodzi miła pani, spisuje stan licznika, idziemy do baraku, płacimy (w złotówkach) za paliwo, od razu zakupujemy koziołki i pół litra i wracamy.

Taaaaa... Ropa z krzaków ma różne opinie. Najlepiej przekonać się samemu. Wychodzi na to, że jest najtańsza. Nic dziwnego, infrastruktura stacji jest, hmmm, podstawowa. Prościej to chyba tylko wiadrami. Ropa z krzaków śmierdzi. Nie wiem czym, ale czymś dziwnym. Domniemywam, że tym czym tankują Iskandery. Bo beemka na tej ropie z krzaków pali prawie o litr mniej. I tak mi nikt nie uwierzy, ze TDS pali 5,4l/100km, na szczęście mało mnie to obchodzi. A na ropie ze stacji 6,2. A na ropie z Orlenu czy innego BP to podobno 8...

Gwoli ścisłości dla zainteresowanego Abonenta - potwierdzam zaproszenie;) (www.bobrownia.pl)

22:14, scibor1
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2