RSS
poniedziałek, 28 lipca 2014

No to podsumujmy. Zwykle wakacje plus lato równa się deszcz. Tym razem wynik równania to upał i susza. Podobno gdzieś w Polszcze pada, ale u nas to pada tylko gospodarka, widząc co się na rynku bydła dzieje. Ważne, że niektórzy są zadowoleni z tego, że taki mamy klimat:

Chociaż i dzieciakom chyba pogoda powoli brzydnie.

Doczekałem się wreszcie handlarza kilka dni temu, tego co go nie lubię. I nie lubię go jeszcze bardziej, bo sprzedałem mu młodzież bydlęcą za cenę uwłaczającą ich bydlęcej wartości. No ale dzięki temu przeżyjemy kolejne dwa miesiące...

Niejako przy okazji podzieliłem wreszcie stado. Na stado podstawowe (będące podstawą utrzymania gospodarki) i stado atraktorów, mających być atrakcją turystyczną. Żeby nie było za łatwo, stada marzą o połączeniu, co na razie udało się niejakiej XXRude z dzieckiem - przedarła się do podstawowego kilkoma skokami nad ogrodzeniem, a dziecko przedostało się kilkoma czołgami - pod ogrodzeniem. Pewnie tak ma być. Podobnie jak z tym, że postanowiłem dać Bezie szansę i jej nie sprzedawać, a ona tę szansę wykorzystała:

Kolejny byk w zagrodzie i co ciekawe, nie będący bezpośrednim potomkiem exkróla Apisa. Bo Beza się z Apisem minęła, więc wszystko wskazuje na księcia Falcona, bo bastard Noe był raczej za młody na ruch.... w tym kierunku.

A, no i doimy codziennie dwie krowy. Zwykle w sześciu. Bo krowę na pastwisku trzeba otoczyć, złapać na lasso i... jeden trzyma krowę, drugi trzyma wiadro, trzeci trzyma szmatę, czwarty trzyma gałązkę do odganiania much, piąty jest rezerwowym do trzymania końca lassa na którym wisi krowa i odgania inne zaciekawione krowy, no i szósty, czyli ja, doi. Ciekawe, co myśli krowa otoczona na pastwisku przez sześciu facetów? "Kurde, żeby TYLKO doili..."? No i ciekawe, co teraz we wsi mówią. Że oni na pastwisku krowę w sześciu... doili? Ta, jestem legendą.

Dziś wędzimy.

07:58, scibor1
Link Komentarze (3) »
piątek, 25 lipca 2014

Wakacje mogę uznać za rozpoczęte. Bo dziś w nocy dotarła ekipa rodzinna z moją młodą, więc niejako mam komplet dzieciaków na gumnie. No i dobrze, bo do tej pory to jacyś tacy rozczochrani byliśmy...

Trzeba było się przylizywać w basenie...

...tudzież suszyć przy ciężkiej pracy poławiacza:

Wieczory jak zwykle mam zarezerwowane na strzelanie, a wczoraj czelendż mieliśmy z najstarszym, kto pierwszy puszkę do stodoły przybije. No i przybiłem;)

A tak poza tym to handlarz wczoraj był, cielaki poszły w plener, płacił marnie ale żyć trzeba, więc chociaż na mleku zaoszczędzę kosztem kilkugodzinnego doju ręcznego co rano.

No i porządki jakieś trwają, fajną pompę trzyfazową do szamba znalazłem, wypróbowaliśmy ją w stawie. Ze dwadzieścia karasi wypłynęło... mniejsza o to, że chwilę wcześniej jak próbowałem ją na sucho to taniec świętego Wita odbyłem...

No to wracam do codziennej sielanki...

10:11, scibor1
Link Komentarze (2) »
czwartek, 24 lipca 2014

Garść krowiszonów przygotowana do wizyty handlarza oczekuje tejże na zimowym pastwisku. Ta garść, która nie prysnęła, bo handlarze jakoś się nie palą do wizyty o umówionym czasie lub w ogóle nie palą. Zabijam więc ten czas puszczaniem sobie części krowiszonów między oborą a pastwiskiem. I tak zupełnie mimochodem udałem się sprawdzić, jak tam ma się ogrodzenie. No ma się licho, drut zerwany, pastuch wypasa krety. No dobra, trzeba naprawić. Niby nic, ale chwilę zajmuje. Doskonale dobraną przez krowiszony chwilę, bo przy drodze zatrzymuje się ciężarówka. Domniemywam, że handlarz jakowyś, może mu upchnę sztuk kilka. A on z rozbrajającym uśmiechem informuje, że chce konia. A najlepiej klacz. Taką młodą, żeby do dzieci i srutututu. No jakby mi Tamio opisywał. A on nie jest handlarzem bydła, tylko gówna, bo właśnie obornik komuś tam wiezie i zaraz będzie wracał. Ta duża bakteria trwa z godzinę, ale jest. Idziemy na pastwisko, jego syn w słusznym jeśli chodzi o chęć posiadania konia wieku lat kilkunastu, podskakując jak jakiś uchynięty, radośnie szarpie ojca za rękaw i mówi, że chce tą ciemniejszą. Znaczy się - Tamio. No dobra, coś w tym jest, że nie zdążyłem jej jeszcze wystawić, a już krowiszony załatwiły mi klienta, licząc na własnych zadów ocalenie.

Pozostało dobić targu i klaczkę załadować na nad podziw czystą pakę ciężarówki. Przeprowadziliśmy całe stado z pastwiska do obory. Potem 3/5 stada wróciło na pastwisko. A potem zająłem się odtwórstwem histerycznym, bo oddzielenie ogiera, nieudana próba załadunku klaczki na Sprintera, przemieszczenie jej do koziarni z jednoczesnym odprowadzeniem ogiera na pastwisko, przeciągnięcie klaczki przez koziarnię, załadowanie jej na Sprintera z drugiej strony i przeładowanie na właściwy gównowóz już na drodze - to jako żywo przypominało szlak bojowy jakiegoś generała Dąbrowskiego czyli drogę między Bartoszycami a Giżyckiem kilka lat temu. Co z resztą klient potwierdził gdy siedliśmy do kawy i papierków - że i na Syberii był, i ze spadochronem skakał, ale takiej jazdy to jeszcze nie miał... A że faktura miała być na jego żonę, a koń niespodzianką, a NIPu żony nie miał, to zadzwonił do niej z pytaniem o numer tenże, a że ona, jako kobieta, zaczęła indagacje po co mu to (no bo przecież baba łatwo niespodzianki zrobić sobie nie da), to jej powiedział, że go policja ze strażą graniczną zatrzymała i mu wszystkie papiery kontrolują, a jeden sierżant NIPu żony się domaga, bo na nią fura z gnojem zarejestrowana...

Ciekawe, jakież to nudy na dziś życie mi szykuje...

06:19, scibor1
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 21 lipca 2014

Jako, że nastał czas gromadzenia gotówki na różne takie niezbędne do przeżycia, padło na młodzież przeznaczoną do sprzedaży jesienią. No bo skoro i tak takie jest ich przeznaczenie... Po półniedzielnej batalii udało się zgromadzić i odosobnić piątkę dziamdziaków w pabie, jednego dziamdziaka, dwie krowy i gelaufena w oborze. Znaczy się - kompletny zestaw pierwszej potrzeby do wycieczki w nieznane. Reszta stada profilaktycznie została wyeskortowana daaaaleko, żeby nie bruździła. Zaczęło się muczenie rozłąkowe, ale twardym trza być a nie miętkim jak kaczuszka. I tak mniej więcej słuchałem koncertu do dwudziestejdrugiejabocośkołotegowczoraj, kiedy to muczenie przyniosło ze sobą kod Zulu - inwazja!

Poderwałem najstarszego i udaliśmy się na gumno o jednej latarce, żeby ogarnąć intruzów. Prowodyrem okazała się być najbardziejstęsknionamatkanaświecie, czyli Kanalia. Rujnując trzy pasma ogrodzenia udało się zainstalować ją na przedoborowym wybiegu. Wtem na ulicy pojawiła się druga latarka i pohukujące okrzyki z akcentem na "gdziekurwa". Krótka i zwięzła informacja na moje "cokurwa": "krowę ci przyprowadzilim". Zagonilim Cwaniarę na analogiczny wybieg i wtedy rozpoznałem odsiecz w osobach Listonosza z potomstwem.  Na moje pytanie, skąd się tu wzięli otrzymałem odpowiedź, której nie zacytuję, bo nielegalność ich pobytu była oczywista.

Do kompletu przegoniliśmy jeszcze pozostałe dwie niezwyklestęsknionematki w osobach Muśki i Oślicy, postawiliśmy prowizorycznie ogrodzenie do pionu i do rana wsłuchiwałem się w koncert melancholijny na dwie oktawy.

Rankiem ogarnąłem sytuację wzrokiem i wężem z wodą i udałem się na kawę. Zajechał handlarzktóregonielubię z pytaniem, co mam na sprzedaż, ale miał pecha, bo to ten co go nie lubię, więc odjechał z obietnicą, że może coś dla niego znajdę za tydzień. W domyśle, że muszę znaleźć zwierzaka, którego nie lubię, żeby mu sprzedać.

No i zaczynamy kolejny tydzień wsiowej, wakacyjnej sielanki...

08:02, scibor1
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 07 lipca 2014

Niby sianokosy w trakcie, ale i inne atrakcje nie są pomijane - jak choćby wizyta u much gryzących koniowate. Niejako mimochodem najmłodsi zawierają międzygatunkowe przymierze:

A ja zrobiłem sobie poetyckie popołudnie. "Z czystym silnikiem jestem lepszym ciągnikiem"...

No bo po myciu to raz, że czarna plama pod spodem została, a dwa, że przestał się przegrzewać i ciśnienie oleju jakieś sensowne trzyma. Że o radośnie świszczącej dmuchawie nie wspomnę. No bo "z czystym ciągnikiem jestem lepszym rolnikiem";) Dziś już jeden koleś pytał, czy nie chcę sprzedać...

21:46, scibor1
Link Komentarze (4) »

Jakiś czas temu wpadłem na serial. Kilka nocy później się skończył, ale ziarno zostało zasiane...

 Do następnego sezonu daleko, ale schiza pozostała. Nie tylko u mnie, rzecz jasna...

No i dziś owo ziarno wydało owoc...

Nie do końca jak Ragnar, ale w końcu to Ścibor;)

21:40, scibor1
Link Komentarze (5) »
niedziela, 06 lipca 2014

Przeprowadzka się dokonała. Spakowane i przewiezione:

 Rozpakowywanie i urządzanie w toku.

Urlop zwany wakacjami się odbył:

Pogoda była taka sobie.

Po powrocie niespodzianka w postaci kolejnego gelaufena:

No i tyle.

06:25, scibor1
Link Komentarze (1) »