RSS
niedziela, 18 sierpnia 2013

Niewiele się dzieje, to i pisać mi się nie chce. A może i z innych powodów. O nich kiedy indziej.

Na razie jestem w trakcie robienia bramy. Klient zapragnął mieć ten sam styl, co u mnie w drugim domu, a ja nieopatrznie się zgodziłem. Efekt jeszcze nie porażający, ale kulki już są:

A tego obawiałem się najbardziej. Chwilowa przerwa w pracach, bo inne rzeczy wyskoczyły. Na przykład drugi pokos koniczyny. Zebrać. Ale zanim ja przygotować sprzęt, wysłać starszego niech kosić pod ogrodzenie. Tfu... Zabrzmiało jak strzał. Starszy przyleciał z informacją, że na polu jakieś samochody stoją, jacyś bandyci z giwerami strzelają, chyba do naszego bydła, które biega jak szalone. No to w samochód i jedziemy zobaczyć co tam się dzieje. Ano sezon na kaczki się zaczął. Panowie myśliwi stoją na drodze publicznej i walą z asfaltu do ptaków:

Bo przecież do wody nie wejdą. Wejdą za to na moje ogrodzone pastwisko ze zwierzakami, i jeszcze wpierdolą się samochodami:

A ja tu starszego wysłałem, może nie na śmierć pewną, ale na utratę oka lub śrut w dupie pewny. Wygarnąłem panom myśliwym co o tym myślę. A oni na to, że są na prawie i im wolno, a ja to sobie mogę. No to skoro pozwolili, z czystym sumieniem wykręciłem 112 i poinformowałem władzę o zajściu. Moja rozmowa, bardziej chyba okraszona emocjami, bo żaden ze mnie Clint czy James, wzbudziła w panach myśliwych pewien dyskomfort...

Szybko omówili między sobą wszystkie za i przeciw i po pięciu minutach ich nie było. Widocznie nie byli tak do końca na prawie, skoro nie zaczekali na jego przedstawicieli.

Przedstawiciele przyjechali jakieś 20 minut po ich odjeździe. Kierowca sporządził notatkę i był w sumie ok, choć kawy nie chciał. Ten obok chyba od niedawna w policji, pewnie zaraz po szkółce, bo bardzo chciał pokazać, że zna nazwę ustawy o broni i amunicji, ale z jej treścią, mimo zapewnień, niewiele miał do czynienia. Pogadał, co powinienem zrobić, ja mu powiedziałem, co zrobię i chyba się obraził. Chwilę później pojechali.

A ja, mając z głowy sprawy strzelecko-policyjne, pojechałem ze starszym na pole i przywieźliśmy jeszcze jakieś 200 kostek koniczyny. Tyle atrakcji na razie. Idę oporządzić zwierzyniec.

08:20, scibor1
Link Komentarze (3) »
sobota, 10 sierpnia 2013

No bo dzieciaki odwiozłem. Znaczy się siostra je odwiozła, przez co były o jakiś dzień krócej. A i tak wyjazd na kolonie przesunął im się na wcześniej. Trudno, tak bywa. Generalnie mam to na dupie:

Tym bardziej, że J ocknęła się wieczorem przed wyjazdem dzieci na kolonie, że młody nie ma inhalatora i oczywiście zadzwoniła z tym do mnie. Tym razem nie dałem sobie wcisnąć odpowiedzialności za jej beztroskę i nieodpowiedzialność. Nieważne. Ważne, że dzieciaki na te kolonie dotarły i bawią się dobrze.

Przy okazji zdjęcie reklamowe agroturystyki się cyknęło:

Nie wiem jak na innych, ale na mnie działa zachęcająco. Na cudze byki chyba też, bo dwa takie szkodniki przyszwendały się pod moje ogrodzenie i zaczęły rozrabiać. Przy pomocy Masaja zagoniłem toto do akurat wolnej obory i przetrzymałem dwa dni, aż się znalazł właściciel:

Ma się podobno z jakąś flaszką pojawić, ale wisi mi to - ważne, że mam problem z głowy, bo całą imprezę głowiłem się, co zrobię, jak mi któryś z tych turystów w oborze kark skręci. I tu po raz kolejny wpadam w pułapkę współczesnego paradoksu: zostawię bydlaki na drodze, to narozrabiają, potargają ogrodzenie, krowiszony poturbują... Zamknę w oborze, któryś się pokaleczy albo obwiesi jak lis co się pchnął widłami, i właściciel będzie miał pretensje... Rację miał Niemen. Dziwny jest ten świat.

A, o imprezie wspominałem. Jakieś tam kryształowe coś. Pogratulować ludziom, że ze sobą wytrzymują;P Było fajnie, choć myślami byłem w oborze. Przygrywał łudstokowy zespół o wdzięcznej nazwie "Czarna Banda od Szant", że pozwolę sobie zacytować Krzysztofa L., któren jako pierwszy zdecydował się wyrwać im mikrofon i zawstydzić okrutnie;)))

Impreza jak to wojna, skończyła się, dla mnie z przerwą na nocleg z najmłodszą i porannym powrotem na śniadanie.

W domu cały czas pustka po dzieciach, mimo ciągłego ruchu i przewijania się gości między domownikami. Jakoś nie mogę się ogarnąć. W sumie to jedna kura się ogarnęła za mnie i zakwoczyła. Teraz przeprowadzam doświadczenie w zakresie rozmnażania drobiu.

Kusi kolejny pokos. Kusi też wpuszczenie krowiszonów na czwórkę, bo susza i z żarciem licho. Że o wodzie nie wspomnę. Ponieważ nie mogę się za bardzo zdecydować, chyba skoszę pół czwórki, krowiszony na chwilę wywalę do koniowatych, a jak zbiorę co skoszę to wpuszczę je na całość.

Ale to po kawie. Na razie cieszę się deszczem, który łaskawie nas odwiedził.

08:51, scibor1
Link Komentarze (1) »