RSS
piątek, 28 września 2012

Jakoś tak się dziwnie składa, że na przełomie września i października rolnicy potrzebują pieniędzy. No bo wypstrykali się z kasy a do dopłat daleko. I zaczyna się poszukiwanie źródeł finansowania.

Takoż i ja wstałem wczoraj bladym świtem. Walnąłem kawę, tabletkę od bólu głowy, zwróciłem kanalizacji zawartość żołądka po przedwczorajszym noszeniu belek u listonosza, samopoczucie poprawiłem sobie poszerzając wybieg dla krowiszonów i robiąc im poidło. Tak podbudowany postawiłem wszystko na jedną kartę - wypłaciłem znaczy się z niej resztki kasy, zdając sobie sprawę z tego, że właśnie zamierzam zdefraudować kasę na przyszłomiesięczne rachunki i... zdefraudowałem ją. Kasę. W kasie gminy. Znaczy się zapłaciłem trzecią ratę podatku. Żeby dostać zaświadczenie o niezaleganiu z podatkiem. Które z kolei zamierzałem przedstawić w dowolnym, przychylnym mi jeszcze banku.

Wróciłem do domu, dietetyczna herbata z niczym. Zbieram się żeby do KRUSu po kolejne zaświadczenie o niezaleganiu pobrać (tu akurat nie zalegam) i do banku. Wjeżdża jakiś dostawczak na gumno. Handlarze. Ci też wiedzą, kiedy przyjechać. Od słowa do słowa no i przekonali mnie - głównie gotówką w garści - że Masaj jest be, a Lejek cacy. Średnia wyszła normalnie, choć mogłem sprzedać samego półrocznego Lejka w cenie półtorarocznego limuzyna...

Potem szybki kurs do Dobrego Miasta, potem do Lidzbarka do KRUSu i banku, gdzie jeszcze przydałoby się kilka papierków. Potem do domu, przesiadka na beemkę i żabi skok do Rosji. Co się wydarzyło i jak się skończyło w następnym wpisie po linie.

Jak już stamtąd wróciłem, przesiadłem się do naprędce spakowanej ładzianki i wróciłem do stada. Stadła znaczy. Dzień był intensywny, ale na szczęście już się skończył...

07:33, scibor1
Link Komentarze (2) »
sobota, 22 września 2012

Prace w pubie postąpiły. Jest już trochę przestrzeni, którą docelowo zamierzam zapełnić krowiszonami. Droga to jeszcze daleka i kosztowna, ale widać światełko w przysłowiowym tunelu:

Wyciąłem bowiem zrzutnię w najbardziej wygniłym miejscu sufitu nad pubem, która posłuży pierwotnie do windowania na górę "nikomu niepotrzebnych rzeczy których nie można wyrzucić", a wtórnie i docelowo będzie miejscem zrzutu słomy ściółkowej i siana paszowego, skrupulatnie przez lato gromadzonego nad pubem...

Pub pierwotnie był oborą, miano zmienił gdy ociec z Jurkiem zaczęli przed matką się tam chować i alkohol niskoprocentowy spożywać. Ponieważ ja przed nikim z wyjątkiem Zbrozły chować się nie zamierzam, pub do funkcji oborowej przywrócić postanowiłem:)

Przy okazji dziur to zamówiłem u listonosza kilka dziur w ziemi w których woda dla zwierzaków na pastwisku zbierać się będzie. Jako "oczyszczenie" istniejących, bo nowych robić nielza.

08:46, scibor1
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 16 września 2012

Wczoraj zadzwonił listonosz. Znienacka. Że łychę zapiął i jedzie po piasek. Nosz... gdybym z pół godziny wcześniej wiedział. A tak z czasem krucho, bo żeby ciągnik zapalić to trzeba pół dnia akumulatory ładować. Czas, czas... No dobra, odpaliłem z kabli od ładzianki. Jedziemy!

Stalowy dinozaur rodem z kopalni Jaskiniowców zaczął gryźć ziemię...

... i wypluwać zawartość paszczy na rozrzutnik:

Oczywiście przez cały czas załadunku lało jak z cebra. I okazało się że trochę mało powietrza mam w jednym kole rozrzutnika. Niemniej jednak  dowiozłem na gumno jakieś cztery tony piasku:

Teraz jeszcze deski na piaskownicę i dzieciaki będą miały frajdę na następne wakacje. O ile koty nie zrobią sobie z tej piaskownicy wychodka:/

Trzeba się listonoszowi było odwdzięczyć. Kasy nie weźmie, flachy mu przecież nie dam, bo on też jeździ za granicę. No to trzeba po prostu wziąć flaszkę i iść do niego ją opróżnić towarzysko. 

W skrócie: zostałem zawieziony do listonosza, upity i odwieziony z powrotem. A że piliśmy pochodną ruskiego spirytusu, nadal widzę;)

19:07, scibor1
Link Komentarze (2) »
sobota, 15 września 2012

Zaprawa od dzieciństwa kojarzyła mi się z murowaniem. I z lasowaniem wapna:) Dawne, dobre czasy, ech... Potem ten termin pojawił się w internacie, gdzie z rana wyganiano nas na "zaprawę" fizyczną. Bezsens totalny, ble...

Ostatnio termin jako taki wrócił - za granicą:

Można się również zaprawić metodą fiskalną, czyli Pit'em;)

Bardzo dobre piwo, u nas o takie ciężko, wszak w Unii jesteśmy i musimy zadowolić się spełniającym normy sikaczem. 

A wczoraj zaprawialiśmy z sąsiadem ziarno metodą budowlaną:

Się wsypuje worek pszenicy do betoniarki, wlewa się odmierzoną dawkę trutki na szczury czy innego badziewia i się miesza. A potem w siewnik i w pole.

Dobra, idę ciąć płot.

08:45, scibor1
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 września 2012

Ciśnienie miałem żeby znów na Bezledy pojechać. Z różnych względów. Przy czym odstanie pięciu godzin na dołku do nich nie należało. No ale skoro już się tam jest, to można się porozglądać. Przed dołkiem mamy wulkanizację:

Z dumnym napisem "ROBIM KOLA". U nas, w UE, można napełnić koła na przykład azotem i wtedy dostaje się takie fajne kolorowe kapturki na wentyle. A tu można napełnić koła czymkolwiek - na przykład substratem dymu tytoniowego - i dostać normalne kapturki lub nie dostać ich wcale.

W kolejce jest porządek. Są trzy pasy dla EU, normalny i dwa szybsze. Żeby dostać się na jeden z szybszych należy uiścić stosowną opłatę u parkingowego w budce:

Tam również uiszcza się opłatę za skorzystanie z hangaru, w którym robi się to, czego na myjni lub wulkanizacji się nie zrobiło.

No i wjeżdżamy na przejście według zaleceń pałkowego. Znaczy się rosyjskiego pogranicznika, który czarno-białą pałką kieruje ruchem "pobierając" po kilka samochodów ze wspomnianych trzech pasów. Według nieznanego mi klucza, ale ważne, że jest porządek, a nie jak na Grzechotkach wolna polanka z wpieprzaniem się w kolejkę. Na przejściu rosyjskim luzacka atmosfera, człowiek normalnie się odpręża. Zjeżdżam pod bezcłowy, kupuję dozwolone dwie paczki papierosów - ekspedientka kręci głową z dezaprobatą, że nie dwa wagony. Irytuje mnie nieco konieczność oczekiwania aż znajdą się pańcie kierujące porzuconymi i blokującymi przejazd samochodami. Nie dość, że zablokowały przejazd, to jeszcze wychodzą z naręczami papierosów i zamiast wsiąść do tego swojego i odjechać, to niosą towar do trzeciego samochodu za mną, gdzie jest upychany w różnych miejscach. Wreszcie ruszamy. Zajeżdżam na pas "nic do oclenia", bo pusty i nie mam nic do oclenia. Chwilę czekam, bierze mnie pogranicznik z sąsiedniego pasa. Spogląda na beemkę, raduje się niepokojąco. Prosi jeszcze o dowód rejestracyjny. Oddaje mi papiery i zaprasza do okienka. I dalej taki uradowany, więc pytam, czym sobie zasłużyłem na tą wesołość. Oczywiście robię rachunek sumienia, bo mimo braku kontrabandy mogą mnie skanalizować, a to jednak trochę czasu zleci. A on mnie zastrzelił: "Pan wcześniej Nivą jeździł. Czytałem pańskiego bloga..."

Celnik zrobił mnie ekspresowo i wjechałem do PL podbudowany własną sławą;p

 

Dzień następny to wyprawa na Grzechotki, bo w pośpiechu wpisałem w karcie migracyjnej, że do Mamonowa jadę i nijak to pokazać w Bezledach. Tym bardziej, że Fordem, a on niespecjalnie nadaje się na bezledzki dołek. Na kamerce przez cały dzień było pusto, ale oczywiście jak ja jadę to się od razu robi kolejka do końca barierek. Niewykluczone, że w wyniku postępującej prywatyzacji przejścia coś drgnie i skończą się te kolejki. A prywatyzację poznać można po zmianie pobierania opłaty celnej. Załączniki wczoraj pobierane były przez inkasentów w kolejce:

a nie jak dotychczas na celni. Widać jednak, że to dopiero początki, bo i tak swoje odstałem. Widać nawet, jak stoję na pole position:) 

Dalej już sprawnie, zarówno po stronie rosyjskiej jak i polskiej - może dlatego, że kończyła się zmiana i jak to przed końcem wszyscy chcieli mieć dzień z bańki.

Genialny poradnik dla przemytników i nie tylko;) -> http://rosjapl.blogspot.com/

06:39, scibor1
Link Dodaj komentarz »
piątek, 07 września 2012

A6W. Dzień trzeci.

Żeby nie było, uspokajam sąsiada: nie robię tego dla obniżenia wagi do zakładowej, jeno żeby bez zadyszki buty wiązać.

21:19, scibor1
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 września 2012

Przejście graniczne Mamonowo II - Grzechotki podlega chyba prywatyzacji po stronie rosyjskiej. Objawia się to kolejkami po przysłowiowy horyzont i oczekiwaniem po 8-10 godzin...

Po trzech godzinach stania w miejscu ruszyłem się o dwa samochody...

No chyba, że ktoś chce przejechać "prywatnie", to jedzie na przejście na czerwonym, wita się z pogranicznikiem pozostawiając mu w garści 200-300 rubli i wjeżdża na świecące pustkami przejście. A reszta, jadąca za standardowa "stówę" dla celników czeka...

Stan kolejki mamonowskiej można sprawdzić tutaj:

http://rugrad.eu/tourism/granica/cam08.php

Odstałem tam ostatnio trochę, postanowiłem przeprosić się z Bezledami. Oczywiście po uprzednim sprawdzeniu co tam słychać na dołku:

http://rugrad.eu/tourism/granica/cam03.php

Wjazd z kilkunastominutowym oczekiwaniem po polskiej stronie. Atmosfera spokojna, przyjazna. Podobnie na rosyjskiej części przejścia. Popgranicznik obojętny, z celnikiem sobie pogadałem. Że jeździłem na Grzechotki, ale się popsuło. Obiecał, że następnym razem dostanę wieloprzejazdówkę. No i wjechałem. Od razu na stację, ON po 29,55. Przyjechałem testowo niewytankowany, weszło mi z kanistrem 66 litrów. Wstyd;p Jadę na dołek, stoi jakiś facet na czasówce. Pytam ile i komu się daje, poinstruowany wjeżdżam na przejście, żadnego czekania. Do budki jestem czwarty. Daję deklarację z wkładką, celnik pyta co wiozę, zgodnie z prawdą odpowiadam że nic:) Potem szybki pogranicznik i zajeżdżam pod bezcłowy. Perfidnie biorę piwo, ileż można tą wódę wozić... Wjeżdżam na polskie przejście. Ustawiam się na normalnym pasie, po chwili oczekiwania zmieniam na pusty zielony. Przekomarzam się trochę z naszą strażniczką, zajeżdżam na celnię. Celniczka trochę wydziwia, że nie mam wódki, bo piwo dla niej to nie alkohol i wymaga wstukiwania innego niż rutynowe. Pobieżna kontrola i po półtorej godziny od wjazdu znów jestem w PL. Byłoby szybciej, gdyby pracownicy przejścia nie chodzili siku, na papierosa, nie wykłócali się z kierowcami, gdyby wszystkim od razu zapalały samochody, gdybym nie wydziwiał nad tym piwem itede itepe. Tak czy inaczej było całkiem fajnie i przyjaźnie, jak na mafijne przejście przystało;P

21:15, scibor1
Link Komentarze (1) »
środa, 05 września 2012

6:30. Pakuję samochód przed wyjazdem. Nagle huk. Ktoś strzelił, blisko. Wyglądam na drogę. Stoi terenówka. Po chwili wysiada facet w panterce, idzie w pole. Szuka, znajduje, wlecze. Dociąga do drogi, wysiada drugi, pomaga mu zapakować sarniaka do samochodu:

Szkoda, że daleko i niewiele widać. Szkoda, że nie nakręciłem filmiku. Takie walenie do zwierzaków przez okno samochodu stojącego na publicznej drodze to istne safari - miałbym reklamę agroturystki że hej. 

Ręce opadają...

13:03, scibor1
Link Komentarze (1) »
niedziela, 02 września 2012

Osadźcy kolegę przywiozłem. Bo po drodze było. Wysadziłem, pojechałem od razu za granicę, zatankować i jakieś 60zł zarobić. Wróciłem po ośmiu godzinach, zacząłem przepakowywać się między samochodami, bo jadę dalej i muszę zabrać sporo rzeczy po chrzcie. Panowie siedzą wyluzowani, po piwku, po papierosku. Proponują piwo, może coś lepszego. Nie, bo jadę. A co będziesz jechał, jutro pojedziesz, napij się. Nie, dziękuję. Nosz omal się obrazili. 

Podoba mi się ich styl życia. Wolni czterdziestolatkowie, bez domu, rodziny, pracy, żyjący na luzie, zawsze z piwem w garści i papierosem w gębie. Żyjący spokojnym, bezstresowym życiem, dyskutujący o polityce, przyrodzie, wszystko najlepiej wiedzący. Śmiejący się za plecami z tych, co ledwo wiążą koniec z końcem, zapierdzielających od rana do wieczora i czasem jeszcze dłużej, żeby zapewnić byt rodzinie. Bo oni nie muszą, bo zawsze ktoś o nich zadba, bo zawsze znajdą frajera z poczuciem obowiązku i brakiem poczucia sprawiedliwości.

Wczoraj w TV pokazywali austriackie więzienie. Taki hotel znaczy. Z biblioteką między innymi. I polskimi książkami. No wiadomo, że cele odpowiednio wyposażone z możliwością zamykania się od środka. A, i pokój rodzinny, gdzie więźniów można odwiedzać i zostawać z nimi na noc. Siedzi w tym więźniu trzech polaków. Z jednym był wywiad. Spodobała mi się odpowiedź na pytanie, jak tam trafił. "Nie trzeba dużo robić, wystarczy wybić komuś szybę w samochodzie..."

Marcinowi P. z Amber Gold grozi podobno 15 lat luksusowego więzienia. Znając życie i polski wymiar prawa (bo co tu mówić o sprawiedliwości) wyjdzie po 4-5ciu. O ile w ogóle pójdzie siedzieć. Wyciągnie wtedy z jakiegoś banku te dwieście milionów za które go wsadzą i nie oglądając się za siebie będzie mógł zacząć od początku. 

Anders Brevik. Człowiek z misją. 21 lat luksusowego kurortu za zabicie około 70ciu osób. 

Narasta we mnie frustracja. Może dlatego, że kończy mi się kasa i żeby przetrwać ten miesiąc, muszę pożyczać od dzieci. Innych źródeł brak, bo jakoś wątpię żebym się od dzierżawcy doczekał. Czyli znowu utrata płynności finansowej i okazja dla handlarzy z gotówką w garści.

Chyba, że zamiast zapłacić kolejne raty i należności, wydam tą kasę na rakietę, zapakuje ją ogólnie dostępnym materiałem wybuchowym i wystrzelę mniej więcej w kierunku Królewca. Za wywołanie incydentu międzynarodowego poproszę o dożywocie w norweskiej celi. I jeszcze ze dwie obok, żebym mógł zabrać rodzinę. Bo austriacki klimat mi nie odpowiada. Za ciepło.

09:42, scibor1
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2