RSS
poniedziałek, 23 września 2013

Na czterdziestce ostatnio byliśmy. Rubinowej. Wreszcie impreza przypasowała mi z godzinami. Od rana do wieczora. Choć wieczorem niektóre laski nieco zmęczone były:

Noc przespana w terenie, rano do domu. Ogarnąć zwierzyniec i gumno jako takie, no i starszemu blukonekta podrzucić do Olsztyna. Hmmm, pogoda sensowna, lać ma dopiero od jutra, więc...:)))

Najpierw Bartoszyce, sprawdzić jakie kaski mają. Godne przemyślenia. Przemyślę później. Teraz Lidzbark W. Kaszana. No to lecim do Hyvakaupunki. Postój na sikanie. I konwersację towarzyską z użytkownikiem sprzęta, który jakiś czas temu miałem zamiar nabyć. Porównanie "na żywo" utwierdziło mnie w pewności, że to był głupi zamiar...

Nie ten rozmiar, nie ten... Rura do Olsztyna. Starszemu blukonekta i kierunek centrum. Kurde, czy ja chcę stać w korkach? Nie. No to w prawo, bo luźno. Na jazdę between nie czuję się jeszcze na siłach. Hmmm, do Ornety tylko 30km? Niech będzie... kawa w McD;) No dobra, co dalej? Kusi pojechać do domu przez Elbląg, ale rozsądek tym razem zwycięża. Może gdyby było ze dwie godziny wcześniej... Nic to, następnym razem. Teraz do domu już bez udziwnień. Wynik na dziś 251km. Trening czyni mistrza, ale nie ma sensu przedawkować, bo już 17ta.

Obrządek. Przy okazji znalazłem na gumnie grzybka:

I jeszcze jednego. I jeszcze... I tak prawie pół wiadra...

Reszta niech do jutra podrośnie. Z tymi i tak będzie dość roboty... I było. Perwersyjnie - zero odpadów, zero robaczywych:

100% grzybów na naszyjniki do suszenia. Prawie dwie godziny się z nimi babrałem. A jeszcze kilkanaście godzin temu miałem ochotę pojechać gdzieś na grzyby. Przeszło mi.

Dzień, rzekłbym, udany:)

20:45, scibor1
Link Komentarze (2) »
czwartek, 19 września 2013

Dawno, dawno temu... Cesarz germański swemu sojusznikowi z południa krwistego rumaka sprezentował. Zwierz zacny, to i rzymski potomek korzystał... Aż na zlecenie Mieszka woje zaciężni do Italii się wyprawili i w sposób im tylko znany rumaka zdobyli. Mieszko przez trzy zimy zwierza doglądał, aż naszło go na zmiany i z tej samej stajni innego rumaka pozyskał. Jako, że dwóch koni w jednej stajni trzymać nielza, ogłosił Mieszko, że rumaka starszego sprzeda. Mimo, że zwierz zacny, jakoś chętnych nie było...

Natenczas Ścibor się pojawił. Od prawie trzech zim na wozy drabiniaste skazany, zgryzotę jakąś w sobie zdusić musiał i od czasu pewnego za wierzchowcem się rozglądał. A jużci, słuchy o mieszkowym rumaku go doszły. Przemyślawszy swoje możliwości cichcem podwodę najął, po czym w pół dnia pod mieszkową stajnią stanął. Długo nie gadali, Ścibor należność w postaci złoconej dzidy i czterech tarcz uiścił. Pozostało wierzchowca przed drogą napoić, coby z wysiłku nie skapiał:

A potem już jednym cięgiem Ścibor na swym nowym wierzchowcu do majątku pomknął. I tak oto Maniek, z racji koloru na cześć Richthofena nazwany, w ściborowej stajni zamieszkał...

20:25, scibor1
Link Komentarze (5) »
środa, 11 września 2013

Jakoś się zgadało z sąsiadem, że zwierzyniec od niego nabędę. Jak już nabędę, to będę musiał to jakoś do się dostarczyć. Z lenistwa zorientowałem się, ile by za transport wziął handlarz. Cena, hmmm, no nic, mam kilka pomysłów, co zrobić z taką ilością kasy. Tym bardziej, że jakiś czas temu powstał projekt dużego bydłowozu. Na dobrą sprawę to brakuje głównie rampy. Otóż już nie brakuje...

Ta, wiem, trochę wystaje. Nic to, demontowalna jest. Po rozłożeniu wystarczy zwierza trochę rozpędzić i hop:

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że zwierzaki wskażą mi słabe punkty konstrukcji, ale skłonny jestem zaryzykować;) Tyle, że deszcz przerwał mi prace wykończeniowe i transport jutrzejszy stoi pod znakiem. Cóż, nie tylko ja jestem wykończony...

Niektórzy ze zmęczenia zasypiają w gumiakach;P

18:42, scibor1
Link Komentarze (6) »
czwartek, 05 września 2013

Na przedwczoraj zapowiedziała się turystka na jeden nocleg. No to ogarnąłem chałupę i czekam. Jest samochód. O, na sosnowieckich numerach. O, mama...??? Pierwsza myśl to teoria spiskowa, że to niby ona jest tą turystką. Ale nie, turystka przyjechała godzinę później. A pół godziny później dyplomatycznie przeprosiła za kłopot i zwinęła się gdzie indziej. W sumie to jej się nie dziwię, bo mama prowadziła monologi dość głośno i w swoim ulubionym tonie. Pomijając to co zwykle (gdzie jest to, gdzie jest tamto, zabiorę to, zabiorę tamto) to zrobiła prawie 600km żebym jej oddał gospodarkę. Ponieważ zaskoczyła mnie tym kompletnie i nie miałem spakowanej reklamówki żeby od razu się wynieść, zrobiła 600 z powrotem. Pewnie się obraziła, bo powiedziałem, że muszę to przemyśleć.

No bo muszę. Od jakiegoś czasu zastanawiam się, jak powiązać koniec z końcem, jak i z czego żyć, jak zapewnić utrzymanie dzieciakom, jak rozbudować to gospodarstwo, jak ściągnąć tutaj rodzinę. Wysoko zaszedłem na tej drabinie zastanawiania się, a tu może się okazać, że jest przystawiona do niewłaściwej ściany. Bo może faktycznie oddać tą gospodarkę, iść na ulicę, niech państwo zajmie się moimi dziećmi a wierzyciele niech płaczą po kątach. A ja będę mógł wreszcie prowadzić szczęśliwe życie menela... Może to jest ta właściwa ściana?

Tak. Muszę to przemyśleć;)

08:15, scibor1
Link Komentarze (4) »
wtorek, 03 września 2013

Tak. Ostatnio nieomal codziennie jestem prowokowany. Do zrobienia kolejnego wpisu. A to Sąsiad, a to Sąsiadka, a to któryś z Abonentów, a to Straż Graniczna... No to wpisuję.

Na początku uspokajam SG: celnicy mnie jeszcze nie zamknęli. Zrobią to zapewne zaraz po opublikowaniu korespondencji jaką z nimi prowadzę, na temat ich "widzimisię", tfu, to znaczy indywidualnego rozpatrywania każdego przejazdu okazjonalnego. Ale to będzie zupełnie osobny wpis, kiedy już udowodnimy sobie nawzajem na piśmie, że przepisy mają plusy dodatnie i ujemne.

Teraz czas na ostrzeżenia. Moje dzieciaki jeszcze są w Turcji. I dopóki tam są, nie życzę sobie żadnych kroków zaczepnych ze strony aroganta zza oceanu w stosunku do pobliskiej Syrii. Bo w ryj. Gówno mnie obchodzą amerykańskie interesy w tej części świata. Na szczęście nasi sąsiedzi posłali tam kilka swoich okrętów, może to złagodzi napięcie. Swoją drogą niektórzy to mają talent do podnoszenia ciśnienia. Na basen do Egiptu. MSZ nie pozwolił? To do Turcji, tam też będzie "gorąco"...

 

Kalendarzowe wakacje się też skończyły. Ostatnie promienie wakacyjnego słońca nawet najmłodsza doceniła:

 Ostatni turyści udowodnili, że dżdżownice to rośliny. No bo jak wytłumaczyć, że ściśle roślinożerny amur skusił się na robaka?

 Spore bydlątko się zrobiło. Na tyle, że nawet najmłodsza zapragnęła wziąć udział w łowach:

 A potem trzeba było o tym opowiedzieć dziadkowi;)

 Niestety, suka turystyczna też złowiła. Kotka. Zostały więc tylko dwa kociaki i niesmak. Trzeba wprowadzić bardziej drastyczne metody zapobiegania wypadkom powodowanym przez turystów.

 

Kurwiszony przechodzą same siebie w urozmaicaniu mi życia:

 Początkowo brałem to za kaprys i złośliwość, ale im chyba chodziło o olsztyńskie ufo:

Ufo zrobiło mnie w balona... Nie pierwszy i nie ostatni raz.

Osadźcę można skreślić. Nie spodziewam się jego powrotu i nie wiem, czy bym tego chciał. W związku z tym, jakby co, to jest wakat. Radzę się pospieszyć, bo planuję wizytę w Kamińsku...

Na razie zadowalam się kamerami. Jeszcze ich parę dołożę. Na razie nagrywają. Co do upublicznienia, to jeszcze poczekamy. Natomiast zabłysło światełko w tunelu jeśli chodzi o indywidualny podgląd. Jakoś ze dwa dni temu wpadł S przejazdem, zażądał kawy, usiadł i zaczął działać. Niby wszystko ok, a nie działa. Dostał kawę, na wszelki wypadek z maślanką. Nie plunął tylko dlatego, że miał stosunkowo niedaleko do łazienki. Wracając przydzwonił głową we framugę i przy akompaniamencie prostytutek doznał olśnienia. Przy normalnej już kawie udało mu się uzyskać podgląd z zewnętrznego kompa. Na razie prowizoryczny i dynamiczny, ale jest. Jak to dobrze czasem puknąć się w czoło... Mam nadzieję, że niebawem znów będzie przejeżdżał, kawa z maślanką czeka...;)

12:49, scibor1
Link Komentarze (9) »