RSS
niedziela, 03 kwietnia 2016

Jurijowi stuknęła setka:

Niby nic. Ale dożył i nic nie wskazuje na to, by miał nie żyć dalej. Można uznać że jest dotarty i zacząć eksperymenty polowe. Na przykład skrzyżować bronę z wałem, tworząc agregat do przykrycia zasianego owsa:

Działa:) Niewykluczone, że tym wynalazkiem wywołałem wizytę ciekawskich... Przyleciała pierwsza w tym roku łachudra:

Co prawda na jego/jej widok użyłem zupełnie innego określenia, ale nie będę przytaczał. 

No dobra jestem gdzieś między owsem a ziemniakami. Przerwa na drewno;)

21:35, scibor1
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 marca 2016

Zmęczyły mnie samoróbki do ciachania ziemniaków w śrutowniku. Bo robią materiał na placki ziemniaczane, a ja bym chciał plasterki, jeśli nie ćwiartki. Czas rozejrzeć się za dedykowanymi przystawkami. Najlepiej w internecie, bo wygodnie, i w jednym miejscu, żeby zaoszczędzić na wysyłce. Ustaliłem, że potrzebuję wyrzutnik i talerz roboczy do siekania. Obie te rzeczy na raz tylko u jednego sprzedawcy. Dzwonię. Miły pan, długo i rzeczowo gadał, zachwalając to co ma do zaoferowania. Kurde, wyrzutnik 130, talerz 100, wysyłka 20, bez faktury bo on to prywatnie. Zastanowię się. No bo zwykle każda z tych rzeczy nie przekracza 40zł. A może by tak po staremu, do Agromy zadzwonić? Dzwonię. Wyrzutnik mają od ręki, za 40. O taki:

Talerz ściągną z magazynu. Ściągnęli, ale do słomy. Na nic mi to. Będą szukać. Przypomniałem sobie, że u faceta, od którego kiedyś brałem zboże i ziemniaki, widziałem takie cudo. Zajadę, może pożyczy aż sobie kupię własny. Zajechałem, powiedziałem, o co chodzi. Wyciągnął ten talerz, pytam czy pożyczy. "A weź pan jak potrzebujesz". No to chcę zapłacić, ale gość wzrusza ramionami: "Miałem na złom wywalić, ale jak się przyda to bierz pan". W rozmowie wspomniał, że mu się kilof zepsuł (kurde, jak można zepsuć kilof?:O", obiecuję sobie że przy okazji mu się odwdzięczę, bo mam ze trzy. O, taki talerz dostałem:

Wszystko pasuje. Przetestowałem, ciacha. No i dobrze. 

18:35, scibor1
Link Komentarze (1) »
sobota, 05 marca 2016

No dobra, nie żaby. Czegokolwiek. Na przykład kół. Jurijem. Bo Jurij jak przyjechał, to pompowania niet. Bo zawór nowego typu, a wąż starego. I ni xyja nie pasuje. Zgłosiłem komu trzeba, no bo sprzęt nowy, na gwarancji, to niech działa jak powinno. Niby mogłem sam zrobić, ale po co, skoro na gwarancji? Potem zgłosiłem jeszcze raz. I jeszcze. I znowu jeszcze. I już po pięciu miesiącach przyjechał serwisant i w ramach gwarancji wymienił... zawór. Na "nowy". Nowy zawór według autoryzowanego serwisu Belarusa wygląda tak:

Niby wszystko ok, bo teraz i pasuje, i działa. Niby nic więcej mi do szczęścia czy też pompowania żaby nie trzeba. Ale tak przez zwykłą ciekawość zapytam sprzedawcy od którego mamy Jurija, czy tak to powinno wyglądać. A potem zapytam o to samo głównego przedstawiciela Belarusa na Polskę. I przy okazji o kilka innych rzeczy związanych z serwisem gwarancyjnym. Bo mnie to już nie dziwi i nie bawi. Tylko zwyczajnie wkurwia.

17:53, scibor1
Link Komentarze (3) »

Nie samą gospodarką człowiek żyje. Czasem trzeba zapolować. Na przykład na żaby. Żaby jak wiadomo żyją w miejscach wilgotnych. Na przykład pod olsztyńskim basenem...:

Powyższy układ był na 15 metrów. Poniższy na 20:

I efekt końcowy:

Zostało miejsce na ogólnopolską punktację. Wyniki będą jakoś koło wtorku, o czym oczywiście poinformuję;)

17:44, scibor1
Link Komentarze (2) »
czwartek, 25 lutego 2016

to bobrownia33@gmail.com

bo cosik blox świruje...

16:48, scibor1
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 lutego 2016

Nie lubię zostawiać gospodarki beze mnie. Bo zawsze się coś wydarzy. Pojechałem walczyć z wiatrakami. Nasłuchałem się, jaki to nie problem zostawić gospodarkę na jakiś czas samą. Ta, jasne. Wróciłem. Były dobre wiadomości, w postaci Ironii:

To takie mleczne coś po mięsnej krowie i mięsnym byku. Dobrze, że dziewczyna, bo chłopak tej budowy i koloru to ani chybi by gej był jakiś wymuskany. Dobre i to. Ale były też wiadomości po prostu, kurwa, złe. Bronia, w sumie na kilka dni przed porodem, rozjechała się na miękkim, nie dała rady wstać, docisnęła płodem serce i koniec:

Dla wiatrakowców to wzruszenie ramion, dla mnie pięć tysięcy straty. Bo mnie 48 godzin nie było. Ot, życie. I śmierć.

16:55, scibor1
Link Komentarze (9) »
niedziela, 07 lutego 2016

Przyszedł zamróz, skuł staw za oborą. Włączyłem pompę, żeby krowiszony miały wodę a ryby powietrze. Przyszła odwilż, wyłączyłem pompę. Rozpuściło się po wierzchu. Przyszedł zamróz, skuł po wierzchu. Zapomniałem włączyć pompę. Przedwczoraj białe rybie brzuchy rzuciły mi się w oczy. Szlag... Szpadel, grabie, wyciągamy. Pierwszy dzień to przede wszystkim trzy tołpygi, takie po pół metra i średniej wadze 1,9kg:

Oprócz nich jeszcze amur młodziak, karp roczniak i karp dwulatek. Zestaw do wanny i ratowanie bąbelkami:

Odżyły ale zaraz potem przyszło opamiętanie: w wannie trzymać nie będę, do stawu na razie nie wpuszczę, a poza tym w życiu takiej wielkiej ryby nie złapię. Czapa, skrobanie, filetowanie, zamrażalnik.

Dzień następny, kolejne zdobycze: karpik (od razu poszedł do kotów, bo mocno niewyraźny był), amur trzylatek 50cm i dwa sumy 55 i 65cm, takie starsze dwulatki. Do wanny, tym razem bez bąbelków:

A takie toto było śmiesznie małe jak wpuszczałem (wpisy z 20.04.2013 i 3.10.2013). Chyba wrócą do stawu - przeręble porobione, pompa włączona, powinny dać radę. No chyba, że się rozmyślę;)

06:43, scibor1
Link Komentarze (1) »
czwartek, 04 lutego 2016

Zaiste czasem warto udać się do lekarza. Odwieczne leczenie przeziębienia tym co się ma pod ręką może ale nie musi być skuteczne. Zgodnie z zapowiedzią nie doczekałem do dzisiaj i udałem się prywatnie przedwczoraj. Prywatnie znaczy za pieniądze, ale z nadzieją na większe zaangażowanie. Miły starszy pan zaangażował się. Pokręcił głową z dezaprobatą, że potrafiłem się doprowadzić do takiego stanu. Obustronne zapalenie ucha, zapalenie gardła, zatok, zapalenie oskrzeli. Dał skierowanie na rtg płuc, żeby ustalić czy i one nie oberwały. Powiedział, co będzie dalej jak nie zacznę tego leczyć i wyśmiał pomysł z tabletkami. Zwłaszcza z ich ilością jaką musiałbym spożywać, okraszoną dodatkowy ryzykiem ich "wykaszlenia". Dostałem więc zastrzyki. I powiedział, gdzie mam je robić. Tutaj zaprotestowałem, bo nie mam ani czasu, ani tym bardziej zdrowia do włóczenia się po wątpliwej jakości usługodawcach medycznych. Stwierdziłem, że dożylne to sam sobie zrobię. On stwierdził, że nie zrobię. Rozstaliśmy się w zgodzie z umówieniem na wizytę kontrolną. Zakupiłem po dłuższych poszukiwaniach rzeczony antybiotyk w wersji iniekcyjnej, oraz kilka innych ingrediencji do różnych części ciała. Nie, do tej szczególnej wyjątkowo nie. I uparłem się, że sam sobie zrobię ten dożylny. Ukryłem się przed rodziną, żeby mi nie obniżali morale i przeczytałem ulotkę - tą wersję dla wykwalifikowanego personelu medycznego. Hmmm, kurde, no tak. W żyłę to ja sobie mogę dać ze dwa centymetry, góra pięć i na tym kończy mi się wyobraźnia. Ale nie piętnaście. Przynajmniej nie przez igłę, bo po pierwszej próbie będę wyglądał jak zawodowy narkoman po próbie samobójczej. Na szczęście jest opcja i.m. I to objętościowo 3x mniejsza. No dobra, to trzeba domięśniowo. Wiem gdzie w tyłek, ale sam sobie nie trafię, a o pomoc wstyd prosić. No to pierwszy tradycyjnie, w biceps. W trakcie przypomniałem sobie, że warto tego mięśnia nie napinać. A po fakcie przypomniałem sobie, że domięśniowe są bolesne. No dobra, w rękę to głupota, następny będzie w udo. Przynajmniej będzie widać co robię. Przewertowałem internet jak to się robi u ludzi. 98% wyników wyszukiwania to podawanie sterydów u kulturystów. Lepsza taka informacja niż żadna - bez niej waliłbym pewnie od wewnętrznej. No dobra, druga dawka już w udo. Prawie pikuś, bo igła się zatkała. Zmieniłem igłę i powtórka. Poszło. I też boli, ale jakoś nienadzwyczajnie. Tylko na dobrą chwilę upośledza chodzenie, a w zwolnieniu mam napisane, że mogę chodzić. Mało tego - muszę się przemieszczać mając sprawne kończyny, bo zwierzaki karmić trzeba. No to poszukamy kogoś, kto nie tyle będzie mi robił te dożylne, co chociaż wenflon założy. W pierwszej instytucji mnie spuszczono, bo "to nie nasz lekarz" i proszę iść to tych pań "obok fryzjera". Poszukałem zatem gdzie indziej, bynajmniej nie w przybytku cyrulików. No i tak trafiłem do Caritasu górowskiego. Starsza pani nie wydziwiała, powiedziałem, że chcę wenflon, to wzięła swój i mi po prostu założyła. I to tak jak za dawnych chrześcijan bywało - za darmo. Może nie do końca estetycznie, ale za to skutecznie:

I teraz mogę sobie spokojnie dawać tę piętnastkę w żyłę:) Nie boli, nie drętwieje, jest skutecznie - czuję nadchodzącą poprawę:) Wniosek jest prosty: bycie narkomanem jest łatwiejsze od bycia kulturystą. Zresztą po moim słownictwie widać, że z kulturą jako taką to jestem na bakier;) No dobra, idę zapuścić sobie kolejnego strzała.

dopisane...

dla spragnionych wrażeń jeszcze jedno zdjęcie;)

07:37, scibor1
Link Komentarze (4) »
wtorek, 02 lutego 2016

Ferie się w WM zaczęły. Właściwie to już połowy dobiegają. Obroża stwierdziła, że to dobry moment, żeby wreszcie urodzić. No i pojawiła się mała Feria:

No i dobrze że dziewczyna, bo czarna. Będzie mogła uchodzić za mleczną;) Dzień po porodzie łożysko jeszcze sobie dyndało, no to nie wytrzymałem i wyciągnąłem. Mimo, że w krowie jest ciepło jak w tautaunie, zdrowia mi to nie poprawiło. Spróbuję dziś prywatnie do lekarza, bo do czwartku u państwowego mogę nie dożyć. Niesamowite uczucie - wykaszleć obiad na gumnie:)

09:23, scibor1
Link Komentarze (5) »
środa, 13 stycznia 2016

Śnieg śniegiem, a jeść trzeba. Koniowatym przekąskę czas dostarczyć. Jeśli chodzi o transport w tych warunkach, Michał Strogow byłby zachwycony:

Na szczęście po drodze żadna burza z niedźwiedziem w tle się nie przytrafiła i koniowate zostały zaopatrzone:

W sumie ta zima nie jest taka zła. Przynajmniej jeśli o transport saniami chodzi;)

09:48, scibor1
Link Komentarze (4) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 43