RSS
wtorek, 12 stycznia 2016

Śnieg zapowiedzieli. Na meteo.pl, więc pewnie będzie. Ale póki go nie ma, to trzeba skorzystać z kończącego się zamrozu i trochę drewna pozyskać:

Ten zalany lasek jeszcze kilka lat posłuży. Przy okazji trafiliśmy na przerażające tropy wilka samotnika:

Jest się czego bać. Wilk pięciopalczasty, fiu fiu... Po internetowej analizie zmieniłem zdanie: to borsuk. Po dłuższym zastanowieniu: bóbr-gigant. Spojrzenie w niebo utwierdziło mnie w przekonaniu, że to zwyczajny bóbr, tylko dzień wcześniej była lekka odwilż i śnieg w zagłębieniach trochę się rozpuścił, automatycznie je powiększając. Czyli przeciętny bóbr. W sumie biorąc pod uwagę obecność żeremi, całkiem prawdopodobna diagnoza:)

A na drugi dzień przyszedł oczekiwany śnieg:

No to mamy zimę.

05:56, scibor1
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 stycznia 2016

A właściwie termofor dla Jurija. Bo przy tych mrozach to różnie bywało - nie żeby nie zapalił, wszak to ruskie ustrojstwo, ale jakoś serce mięknie jak się go męczy. No to się szarpnąłem na grzałkę w blok, a raczej w brok. Krótka instrukcja, bo choć całość jest prosta i oczywista, to jakoś nikomu nie chce się takowej w internecie zamieścić.

Po pierwsze primo, spuszczamy płyn chłodzący z bloku silnika. Kranikiem na bloku po prawej stronie ciągnika. Po drugie primo, wyciągamy brok. Brok to taka zaślepka w bloku silnika. Czyli bierzemy konkretny śrubokręt, półkilowy młotek i napierdzielamy w środek rzeczonego broku (albo broka jak ktoś z Warsiawy). Tak żeby przebić i wydłubać:

Poniżej widać, dlaczego walimy w środek broku/a, a tam, zaślepki:

Oczywiście rzeczona grzałka tam nie wlezie, trzeba zrobić miejsce: wyjumać zbiorniczek od spryskiwacza (na razie wkładamy do wanny, żeby odmarzł), trochę porozganiać przewody różne i zmieścić się pod/obok linki gazu. Bez paniki, da się. I to jest koniec łatwiejszej części. Profilaktycznie przymierzamy grzałkę, czy aby na pewno sprzedano nam taką z pasującymi otworami (lepiej zrobić to przed wywaleniem dziury w bloku silnika, bo jak nie pasuje to mamy udupiony traktor - choć z drugiej strony przeciętny wiejski inżynier jest w stanie zamontować wywalony brok z powrotem...). Teraz jak ktoś lubi, to odtłuszczamy wszystkie cztery powierzchnie :) i smarujemy silikonem - najlepiej wysokotemperaturowym motoryzacyjnym, a nie takim na powiększenie cycków. Przykładamy i zaczynamy przykręcać. Biorąc pod uwagę dostęp, proponuję przedtem się najeść, napić, wysikać, a na pewno przegwintować otwory w bloku śrubą, żeby oczyścić gwinty zapaćkane lakierem. Można też kapnąć oleju na śrubę. Poł godziny później mamy przykręcone śruby i grzałka jest ufiksowana:

Teraz zalewamy układ chłodzenia spuszczonym uprzednio płynem (warto pamiętać o zamknięciu kranika spustowego) i odpalamy. Profilaktycznie wolałem odpalić najpierw na chwilę silnik, żeby pompa ruszyła trochę płyn celem zalania grzałki. Gasimy i podłączamy grzałkę do prądu. Działa? Działa! Każde następne odpalenie w mroźne dni poprzedzamy 20-30 minutowym grzaniem. I tyle. A, jak po jakimś czasie mamy pod ciągnikiem kałużę jakiejś cieczy, to albo nie zamknęliśmy kranika, albo cieknie na styku grzałki z blokiem, albo rozwaliliśmy blok waląc młotkiem;) Ciepłej zimy Wam życzę:)

07:28, scibor1
Link Komentarze (2) »

Nie mylić z Siudmakiem. Choć pod względem gabarytów, to też jest fantastyczny:

Beza raczyła sobie urodzić na zewnątrz przy -16*C. I co? I nic. Stało toto takie skulone, ze skorupą lodu na sierści i się trzęsło. Jako że młodzież do przedszkola akurat wiozłem, zleciłem Aś przetransportować toto do obory i ogacić albo co. No trzeba imię wymyślić. Gdyby dziewczyna była, to Szesnastka. A że chłopak, to 1+6=Siódmak.

Jeszcze Obroża z zaległych zeszłorocznych została, tymczasem zbliżają się tegoroczne porody. Będzie się działo...

07:04, scibor1
Link Komentarze (2) »
niedziela, 03 stycznia 2016

Tak się Bysia wczoraj od stada odizolowała. I poleguje w wierzbie. Poszedłem zobaczyć, śluzi ze sromu, wymię rośnie. Ani chybi nadchodzi czas. W sumie szybko, bo poprzedni poród miała bodajże w lutym. Zostawiłem, przewidując rozwiązanie na dzień następny. Pokicałem po gumnie, zmęczyłem się mrozem, wróciłem na przerwę do domu. Zacząłem wyrównywać temperaturę: od zewnątrz kaloryferem, od wewnątrz Desperadosem. I gapię się w okno. Bysia cosik jakby chudsza, a w dalszej perspektywie coś jakby cielak. No to idę zobaczyć. Ano bysiek. Prysnął desperacko za ogrodzenie i zamróz skuł mu mokrość na siorstce. Na ręce go i do obory. Bysia z roztargnieniem, ale za nami. Zaoborowałem, wyrzucając przy okazji na zewnątrz Kibina. I tu chwila refleksji nad pokrewieństwem. Nowy przybysz miał się zwać niby Desperat, ale skonstatowałem, że dla Kibina jest wujkiem. I niech mu tak będzie.

Wujek na cycku:

Zaczęły się nowe porody, a wciąż dwie lasie wiszą mi jeszcze porody zeszłoroczne. Trzebaby weterynarza ściągnąć w poniedziałek, niech ustali fakty: czekamy czy się żegnamy.

06:13, scibor1
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 stycznia 2016

Ze niby dla większości się nowy rok zaczął. Kalendarzowy znaczy. Niech i tak będzie. W związku z tym życzę Wam wszystkim, żebym był szczęśliwy. Bo im bardziej będę szczęśliwy, tym mniej utrudniać życie innym będę. Wyraziłem się chyba jasno?;)

09:06, scibor1
Link Komentarze (2) »
wtorek, 29 grudnia 2015

Rozszczekały się nocą psy. Jak zwykle nie bez powodu. Powodem była Mleksia:

Jak na razie ma się dobrze. A co dalej czas pokaże.

17:25, scibor1
Link Komentarze (2) »
niedziela, 27 grudnia 2015

Miałem zrobić wpis, ale szczerze mówiąc taka mnie niechęć ogarnęła, że nie zrobię. Walnę kawę i pójdę zobaczyć czy mnie na gumnie nie ma.

07:49, scibor1
Link Komentarze (1) »
sobota, 19 grudnia 2015

Dwa filmy mi się ostatnio przydarzyły. Poruszające. Potraktuję je chronologicznie.

Ex Machina.

No i mamy sztuczną inteligencję zapakowaną do robota o wyglądzie kobiety. I wszystko ładnie pięknie, dopóki... no właśnie. Daleki ten film jest od wzruszającego A.I. Bo tam sztuczna inteligencja kocha. Do Terminatorów też mu daleko - bo tam Skynet nienawidzi. Jednym słowem do tej pory próbowano sztucznej inteligencji przypisać ludzkie uczucia. Tutaj mamy trzecią opcję. Sztuczna inteligencja jest obojętna. Nie ma uczuć, emocji (choć je okazuje), jest tylko skoncentrowana na osiągnięciu własnego celu. W sposób psychopatyczno-socjopacki. Gdybym doktora House'a nie oglądał to bym nie wiedział;p. Krótko mówiąc AVA wykorzystuje nowego faceta żeby uwolnić się od starego, używając do tego typowo kobiecych sztuczek. Ba, używa do tego również innej sztucznej inteligencji. A potem porzuca tego nowego (i to jak!) żeby realizować własne cele. Pięknie, po prostu pięknie. O ile do tej pory tkwiłem w przekonaniu, że gdy powstanie wreszcie jakaś SI to będzie ona dysponowała jakimikolwiek uczuciami na podobieństwo ludzkich, to ten film uświadomił mi, że błądziłem. O wiele bardziej prawdopodobne jest, że uczuć ona mieć nie będzie (choć może je okazywać). Swoją drogą w filmie pokazano kilka egzemplarzy SI posiadających uczucia - zostały uznane za nieudane i zlikwidowane. I tyle.

 

Przebudzenie Mocy.

Najchętniej to bym nic nie powiedział. Mam poczucie straty i niedowierzania. I to bynajmniej nie z powodu dźgniecia Hana Solo Husqvarną czy innym Stihlem, ale z powodu sprzeczności treści zawartych w tej części z treścią książkowego uniwersum Star Wars. Ujmując najprościej: dla "filmowców", którzy tylko oglądali filmy, ta część jest do przyjęcia. Abstrapenisując od mizernej treści (no ja pierdolę, ponad dwie godziny zapierdzielać po galaktyce żeby znaleźć Luke'a, który ma na wszystko wyjebane?), kalkowania wręcz epizodów z IV V i VI, czy ogólnego obniżenia poziomu w stosunku do I II i III, to ok, można obejrzeć. I nawet może się podobać.

Ale dla kogoś, kto wlazł w świat książek, akcja Przebudzenia rozgrywa się chyba w świecie równoległym, w rzeczywistości alternatywnej. I to jest chyba jedyne możliwe do zaakceptowania wyjaśnienie, żeby te dwa światy pogodzić. Mam nadzieję, że Autorzy książkowego świata Gwiezdnych Wojen, którym Abrams z Kasdanem po prostu napluli w twarz tym filmem, nie popełnią zbiorowego samobójstwa. Bo ja wczoraj normalnie miałem uczucie, że oto skończyło się moje życie w Uniwersum Star Wars.

07:59, scibor1
Link Komentarze (1) »
sobota, 12 grudnia 2015

Poniosło mnie wczoraj do kraju ościennego, tanim paliwem i alkoholem płynącego, w oparach równie taniego tytoniu i zalatującego tanią, acz dobrą rybą.

Wrażenia po dwóch latach nieobecności? Niewiele się zmieniło. Na wjeździe, praktycznie na miejscu niegdysiejszych "krzaków", pojawiła się regularna stacja benzynowa. Za niegdysiejszą trzecią, a obecnie czwartą, pojawił się sklepik z rybami (świeżymi, mrożonymi, puszkowanymi). Nie wiem jak się to ma do polskich cen, ale np kilogram świeżego, filetowanego sandacza wychodzi po 24zł i jest to pozycja najdroższa. Halibut mrożony po 14, hoka (nie wiem czy ma to polski odpowiednik w nazwie) po 18.

Benzyna na czwartej, płacona kartą, wyszła 2,06zł/litr. Jeszcze muszę przemierzyć prawdomówność dystrybutora, bo mam dziwne wrażenie, że kantuje. W kanistrze mam dokładnie 10 litrów, przepuszczę przez wyskalowany sprzęt laboratoryjny i wszystko się wyjaśni.

Ceny chałwy na czwartej i balsamu na bezcłowym bez zmian. Z racji kursu wróbla wzjatka na celni wzrosła ze 100 na 150. Co i tak wychodzi taniej niż dwa lata temu.

Policja zaczyna łapać już przed obecną drugą stacją, na szczęście mieli już jakichś nieszczęśników.

Ogólnie wrażenia spokojne, choć trochę trwało. Wyprawa w sumie jakieś 5 godzin.

 

Natomiast nie zmieniło się podejście "zawodowych" przemytników. W rozmowach słychać tradycyjne polskie narzekania na ruskich: że chuje, że skurwysyny, że tu drogo, że tam sprawdzają, że ta kurwa w mundurze to, że tamta suka co innego, że najlepiej zajebać kacapów pierdolonych. Że trzeba ich wszystkich do pierdla. A najlepiej, żeby wyzdychali. Oczywiście są też rozmowy o polskich celnikach. Że tam nie jedź bo ten skurwiel sprawdza. Że ta zdzira ostatnio komuś dojebała za pakiet. Że gnoje kogoś na kanał wzięli i nie dość, że zabrali, to jeszcze dosrali. Że w ogóle do dupy i normalnie wozić się nie da. Nie zmienił się również brak specjalnych pretensji do wopków - komentarzy na ich temat brak. Natomiast jest o czym pogadać w kwestiach systemowych: A Kaczor to, a Swetru tamto, Duduś to w ogóle a Pawłowska to ho ho.

Polacy to jednak twardy naród. Mimo tak niesprzyjających warunków w handlu zagranicznym, dzielnie walczą o swoje, upychając dodatkowe dobra w butach czy butelkach po oleju, co pozwala im dorobić kolejną stówkę na kursie. I jeżdżą do tego znienawidzonego kraju, zamieszkałego przez znienawidzony naród, wyładowując swoje frustracje na szczęście tylko słownie. 

Rosja zdaje się być dla Polaków ziemią obiecaną jak z dowcipu: jest co zjeść, jest co wypić, jest kogo poruchać i jest komu dać w mordę. Na szczęście to wszystko w typowo polskim, gawędziarskim stylu;)

08:02, scibor1
Link Komentarze (4) »
sobota, 28 listopada 2015

... zrobiło się zimno, mokro, błotno i wogóle niesympatycznie, kurwiszony zostały przeniesione do koziarni. Natenczas przydzielony im boks zamienił się w kurwiszonarium:

Przeniesienie ich nie nastręczyło większych problemów, w zapasach błotnych brał udział Bryś i nawet trzeba było hamować jego entuzjazm. 

A potem zamkłem go na kurzym wybiegu (no bo już tam byliśmy, więc było blisko), a potem on pokazał mi słabe punkty ogrodzenia. Na razie wrócił na łańcuch, a ja w wolnej chwili naprawię co trzeba.

Jak imaginuję sobie listę rzeczy do zrobienia, to taka tęsknota za spokojnym życiem w mieście mnie nachodzi, ze hej... Ponudziłbym się trochę.

05:21, scibor1
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 43