RSS
wtorek, 24 listopada 2015

Efektem ubocznym przenoszenia routera na strych jest kilkudniowy brak internetu. Na szczęście - lub nie - już ogarnięty. Powoli też wypisuję sobie skierowanie na odwyk. Telefon znów ma służyć głównie do telefonowania i robienia zdjęć, a nie siedzenia w kiblu na fejsie. Może nawet blog się trochę rozpędzi?

Efektem ubocznym karmienia kowiec i Altei z przyrodzeniem w postaci Kibina jest zżeranie resztek pokarmieniowych przez koniowate:

Ot, takie okno paszowe;) No i dobrze, bo... ale o tym za chwilę.

Coraz dłużej ciemno, to i młodzież ciężko przywrócić do pionu o poranku. A jak się późno wyjdzie, to się późno przyjdzie i teatrzyk to z szarego końca się ogląda:

No cóż, niebawem czerńcy napiszą na drzwiach krystowierców, że Kara+Musi+Być.

A efektem ubocznym długonocy jest zwiad Pani Zimy, który wczoraj raczył nas inwigilować:

Trzeba się ogarnąć i wzią(ś)ć za robotę, bo pewne rzeczy czekają od lata. Na zimę chyba...

06:30, scibor1
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 listopada 2015

Obornik wywalon, trzeba go było zaorać. O ile orka ziemi nietkniętej niczym poza końsko-bydlęcymi odnóżami to droga przez mękę...

... to teren poziemniaczany orał się bajkowo. Pewnie złożył się na to długi i wielekroć powtarzany proces regulacji pługa. Co prawda zapomniałem zupełnie technikę przejazdów, no ale w końcu z 5 lat tego nie robiłem. A jak sobie przypomniałem, że nie pamiętam, to byłem już na polu bez komputera, więc improwizowałem. W końcu to wychodzi mi najlepiej;P

05:33, scibor1
Link Komentarze (2) »
niedziela, 15 listopada 2015

Gwoli ścisłości, "piękna katastrofa" wygląda tak:

No piękna, łabądkom się podoba.

Długo obmyśliwany i genialny w swej prostocie rygiel oborowy powinien za to zachwycić Sąsiada:

 No bo działa. Może nie jest tak skuteczny jak podparcie bramki łopatą i widłami, ale dużo mniej upierdliwy w użyciu.

Altea zechciała urodzić Kibina:

Zaoborowałem oboje, bo Kibin nie bardzo garnie się do cycka i trzeba go przypilnować. Nie ma się co przywiązywać, obowiązuje zasada siedmiu dni.

Wpadło mi okazyjnie w ręce takie oto objętościowe cudo:

 Żeby było śmieszniej - sprawne. Muszę się zastanowić, co z tym zrobić, żeby nie było, że wpadłem w syndrom gromadzenia maszyn rolniczych;)

Przedostatni w tym roku turniej o Jasia Wędrowniczka zaowocował zdobyciem... Jasia i naczynia przechodniego:

Dobry dzień na strzelanie miałem, ot i co. Ale com się nie wyspał, to moje. Bo turniej jest połączony ze spotkaniem integracyjnym. No i poszedłem spać jako pierwszy gdzieś o 2giej. Podniosłem si z łóżka gdzieś przed 7mą, spotkałem na korytarzu niezdecydowanego trenera - nie mógł się zdecydować, czy iść już spać, czy niekoniecznie. Zostawiłem go z tym dylematem i wróciłem do domu. Dzień minął intensywnie, teraz daje się we znaki niewyspanie. Desperacko uśpię się zatem Desperadosem...

17:27, scibor1
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 listopada 2015

Jakieś porządki jesienne się na gumnie zaczęły. W ich wyniku można już na przykład schować traktor do stodoły. Bo do traktorowni to jeszcze nie bardzo... Ważne, że na nadejście Pani Zimy jesteśmy już przygotowani:

O ile zechce ona nadejść. W sumie to im później i mniejsza, tym lepiej.

Porządki porządkami a przebudowy wnętrz oborowych to osobna, choć powiązana bajka. Dziamdziaki dostały nowe pomieszczenie wyposażone w, nazwijmy to dumnie, stół do pasz treściwych:

Jeszcze w wersji profi(zorycznej), ale działający.

Weterynarz ostatnio był, krew od kowiec pobrać. Na badanie jakoweś. Namęczyliśmy się, bo o ile owcę złapać jakoś się da, to trafić w żyłę nie zawsze. Zwłaszcza u nieostrzyżonej. Strzyżenie to ja sobie na grudzień chyba zostawię. W końcu się udało. I myślałem, że mam z bańki. Myliłem się. Dzwoni do mnie parę dni później: "powiatowy do pana jedzie, bo niebieski język wyszedł". Hmmm, no to niech jedzie. Przyjechał. O dziwo bardzo upierdliwy nie był. Jedna sztuka podejrzana. W sumie to bardziej podejrzane jest laboratorium o danie dupy, bo tej choroby na naszym terenie nie ma, ale jako że zwalczana z urzędu, pewne kroki trzeba podjąć. Znaczy badanie powtórzyć. A do czasu otrzymania wyników nie mogę nic sprzedać ani kupić. I dotyczy to nie tylko kowiec, ale wszystkich innych gatunków. Nawet, kurwa, kotów. No nic, trzeba zacisnąć zęby i czekać.

Pojechałem się odstresować na SKP, Fryzjera zalegalizować na siedmioosobowy. Najbliższą ominąłem, bo tam twierdzą, że muszę najpierw do rzeczoznawcy, a w ogóle to się nie da zrobić. W pierwszej kolejności zatem na okręgówkę do B. Diagnosta profesjonalny, stwierdził, że jestem drugą w ciągu pięciu lat osobą po popie, która chce coś takiego zrobić. I że najpierw muszę do dilera po zaświadczenie, że ten konkretnie egzemplarz wyszedł z fabryki siedmioosobowy, takie zaświadczenie to kosztuje stówę. Z tym do nich, z trzema stówami za przegląd i mnóstwo papierków i da się zrobić. Ja już widzę, że nie dość, że drogo, długo i się nie da. Podziękowałem i pojechałem na okręgówkę do W. Powiedziałem o co chodzi. Diagnosta kazał wjechać, wziął telefon, cyknął fotkę bagażnika, sprawdził całą resztę, siadł do kompa, wydrukował komplet dokumentów (tu nie było łatwo, bo drukarka walczyła z nim jakieś 20 minut...), skasował 250 zł. I już legalnie siedmioosobowym pojazdem udałem się do domu. Z przerwą na oponiarza, bo przód wymagał natychmiastowej interwencji z powodu zaawansowanej bąblowicy...

A wczoraj przyjechał po raz kolejny leśnik z ochrony środowiska na wycenę szkód bobrowych. Zaprowadziłem go nad Jezioro Będzie, gdzie uśmiechnął się i stwierdził: "Jaka piękna katastrofa":) Poprawił mi tym humor tak, że z lepszym nastawieniem wróciłem do wywalania gnoju. W końcu do tego mnie szkolono...

06:32, scibor1
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 19 października 2015

Takie coś przylazło. Dałem ogłoszenie, że przylazło, ale chętnych nie ma. No i pewnie zostanie.

Jeszcze nie ma imienia. Jakieś propozycje?

10:53, scibor1
Link Komentarze (5) »

Przy okazji wymiany dachu okazało się, że ściana szczytowa choć wygląda tak:

...to wykazuje niefortunną ruchomość. No to trzeba coś z tym zrobić. Najlepiej rozebrać...

I zrobić od nowa. Może nie najtaniej, ale najszybciej było zrobić ją z drewna:

Dopóki nie zaczęło się deskowanie, straszyła nieco kościelnym futuryzmem, ale na szczęście ten niefortunny wygląd już minął. Przy okazji zmieniła lokalizację linia energetyczna i już nie będzie stresu przy rwaniu śliwek...

Jak się powiedziało deska, to trzeba powiedzieć styropian, siatka i klej:

No i okna. I taras w przyszłości. I jeszcze kilka innych rzeczy, jak odzyskam płynność finansową i pogoda będzie bardziej letnia. Jeśli ktoś zastanawia się, czy remontować stare czy budować nowe, to niech przestanie się zastanawiać. Niech kupi nowego gotowca, a najlepiej holendra. I z bańki.

10:50, scibor1
Link Komentarze (1) »
niedziela, 27 września 2015

Przyjechał TIR ze wschodu. Bliskiego inaczej. Przywiózł nam nowego domownika, Jurija:

Nie jest do końca czarny, ale zawsze można go podciągnąć, po pewnych modyfikacjach, pod polski hymn mechanizacji rolnictwa: https://www.youtube.com/watch?v=TqQHWRsGJCg :)

Cóż, jednak może ta wersja przypadnie bardziej do gustu: https://www.youtube.com/watch?v=TqQHWRsGJCg ;)))

 No dobra, na razie się oswajamy/uczymy siebie nawzajem. Znaczy - docieramy. Pokazałem Jurijowi czekający go areał...

...a on skomentował: "Spojrzałem na pole - wszystko zaore...";D

No cóż, jego imiennik-protoplasta też sobie nieźle w polu poczynał: 

https://www.youtube.com/watch?v=9K5vyIMnRo8

I też o bandurki chodziło;)

09:13, scibor1
Link Komentarze (7) »

Wykopki to proces, który trwa. Zaczął się od wykopania nowych kotowatych:

Wykopałem łącznie 5+4 maluchów, z których do dziś zostało na pewno (1+3)+x-2. No bo część trzeba było zakopać z powrotem. Wracając do wykopków, tym razem ziemniaczanych. Pomysł kopania ręcznego upadł zaraz po zakupie kopaczki:

Jak każda maszyna, kopaczka wykazuje chęć pracy tylko w warunkach bliskich ideału, więc żeby się nie zapychała, trzeba te ziemniaki przed wykopaniem skosić. Jakkolwiek to idiotycznie brzmi. Kosiarka zaprotestowała stwierdzeniem, że nie do tego ją stworzono i postanowiła strzelić focha:

Foch fochem, liczna ekipa ochotników nie grymasiła i dzielnie się sprawiła, za co im serdecznie dziękujemy:)

Wymknąłem się by za plon podziękować również komu innemu...

A co do samego wykopków, to tylko ziemniaki dały dupy i był ich cały h...

No ale ekologia już tak działa.

Jeszcze trochę tych ziemniaków trzeba wykopać, ale to już na luzie... Przyjdzie czas i na to.

08:31, scibor1
Link Komentarze (7) »
niedziela, 06 września 2015

 

No właśnie. Wakacje się skończyły. Choć dla mnie to różnica niewielka. W międzyczasie zaszedł jakiś tam postęp na dachu - pojawiła się kukułka na sroki:

 Skoro jest alfa, powinna być też omega: zabrałem się za porządkowanie piwnicy:

 Głównie z myślą o zimowaniu ziemniaków. Co prawda przewidywany zbiór został przeszacowany, ale coś tam trzeba będzie upchnąć...

 Wzięliśmy partię testową do stolicy, przy okazji odbywającej się tam charytatywnej imprezy rodzinnej:

 Droga długa lecz do zniesienia, natomiast wjechanie do Warszawki na głębokość pierwszego KFC i powrót - bezcenne;)) Brawo ja;)

Pojawili się ponownie panowie w odzieniu o barwie rozjechanej żaby. Ponownie z haraczem i tym razem ustaliliśmy też stopień pokrewieństwa. Przy okazji zacieśniania więzów flaszką doradzili, jak oprawiać kaczki. Kompresorem...

 Dla owiec ta wiadomość była albo nie do zniesienia, albo postanowiły się schować przed falą uchodźców. Najlepiej w wiadrze...

 Koniec wakacji dziwnie jakoś zbiegł się z początkiem roku szkolnego. Najmłodsza poszła siać terror w przedszkolu:

 O dziwo na razie jest dobrze. Ani ona nie przejawia niechęci, ani pani przedszkolanka nie ucieka z krzykiem na jej widok.

Natomiast dachowcy powoli przygotowują się do ewakuacji:

 Ponieważ wychodzi na to, że przekroczyliśmy budżet, skorzystałem z wczorajszych zawodów żeby potrenować element negocjacyjny:

Planuję zapłacić im zgodnie z umową, a ewentualne niezadowolenie uśmierzyć strzałami.

Wydarzyło się jeszcze kilka drobiazgów na razie niegodnych wzmianki, bo przez okno widzę krowiszony w miejscu niedozwolonym, więc muszę iść przypomnieć im zasady.

07:25, scibor1
Link Komentarze (3) »
czwartek, 20 sierpnia 2015

Poranna toaleta w Zanzibarze wygląda tak:

 No to pakujemy się i na południe. Ostatnia wieczerza na Łotwie:

 I pierwsza kawa na Litwie:

 Z atrakcjami w postaci prośby o przekazanie kluczy w Kownie. I to dało się załatwić, pod pocztą z której przy okazji wyekspediowaliśmy łotewskie pocztówki;)

 Czas na realizację planu zwiedzania:

 Eksponaty niezwykle realistyczne i jak dla mnie takie miejsce o niebo przebija dowolny ogród zoologiczny...

 Po prostu tutaj widać wszystko dokładnie i zdecydowanie więcej...

 Niż w zoo gdzie ze 100 metrów można zobaczyć jakiś kawałek lwicy... Byli i nasi dobrzy znajomi:

 Wreszcie zobaczyłem z bliska największego z niepozornych wojowników:

 Był też Anakondon:

 Młode Dziewczę i Morze:

 Wnętrze Pitona:

 No i rewelacyjna Latimeria:

 W sumie do tego Kowna to mi się do motyli chciało, choć Dojki nie znalazłem;)

 Berkut pokazał że też umie taj jak ta ze zdjęcia powyżej;)

 Nasyciwszy się tym co rzeczywiste, poszliśmy odreagować do piekła. Albo do diabła. I to niejednego:

 Niektóre wcale nie były straszne:

 A wręcz sprawiały takie rodzinne wrażenie:

 Przesympatyczne:

 I na mój obraz i podobieństwo miały brody;)

 Jakby to rzec po litewsku... Przodas:

 Dupas:

 i...

 Z ciekawostek architektonicznych najfajniejsze były lampy pod bankiem:

 No i fontanna wi-fi;)

 Posiliwszy się zebraliśmy się do kupy, w samochód i wracamy. Następny nocleg już w Polsce, po ciemku. Na leśnym parkingu...

 Jak się okazało 200 metrów dalej było pole namiotowe... A co tam. No i wróciliśmy:

 Tytułem podsumowania.

Zrobiliśmy w sumie 1500km. Koszt paliwa jakieś 300 zł. Śniadania i kolacje z prowiantu zabranego z PL, obiady knajpiane od 20 do 40 euro za 4 osoby. Pola namiotowe od 14 do 21 euro. Wydatki na parkingi, muzea, pamiątki itp: wedle uznania i indywidualnie. Ilość ludzi na plażach - bezcenna;).

Plan na następne wakacje: Estonio i Finlandio - drżyjcie;)

07:40, scibor1
Link Komentarze (3) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 43